Tag Archives: kino rumuńskie

W kinie: „Czarodziejska góra” (2015)

Tytuł oryginalny: „La montagne magique
Reżyseria: Anca Damian
Zdjęcia: animacja
Muzyka: Alexander Bălănescu
Moja ocena: 6,5/10

Ręka w górę, kto (celowo) nie sprawdził, co Damian właściwie nakręciła, i sądził, że idzie do kina na ekranizację powieści Thomasa Manna? Chociaż po drodze poważnie się zastanawiałam, czemu ten film trwa tylko 95 minut:) Błyskawicznie okazało się, że to jednak nie Mann, a kolejna (po „Drodze na drugą stronę”) autorska docudrama (druga część trylogii o heroizmie), tym razem opowiadająca o życiu polskiego dysydenta i „awanturnika” – Adama Jacka Winklera. Narracja poprowadzona jest tu w formie dialogu między Adamem Jackiem (której to postaci w polskiej wersji językowej głosu użycza Jerzy Radziwiłowicz) a jego córką Anną Winkler (Julia Kijowska), forma zaś bardzo przypomina to, co reżyserka zaprezentowała już w „Crulicu”. Na ekranie króluje więc animacja będąca cudowną mieszanką fantastycznej kreski z animacją plastelinową, wycinankami, makietami, kolażem, fotomontażem, montażem wideo, animacją komputerową itd. „Afgańska” część obrazu powstała w Studiu Miniatur Filmowych w Warszawie, a postprodukcję dźwięku zrobiło krakowskie studio Alvernia.

Z przykrością stwierdzam, że opowieść o Winklerze nie jest tak zajmująca jak ta o Claudiu Crulicu (z lekka ciekawi, lecz nie przejmuje, nie wciąga), ale jako że w dziedzinie animacji Anca Damian jest autentyczną mistrzynią, warto obejrzeć „La montagne magique” już choćby dla samej formy (a trochę też dla muzyki). W tym miejscu doceniam także fakt, iż reżyserka nie próbowała postawić swojemu bohaterowi pomnika, lecz konsekwentnie budowała obraz człowieka z krwi i kości – niepozbawionego wad i słabości. Adam Jacek Winkler – Polak, paryżanin, niedoszły wielorybnik, dziennikarz, robotnik, anarchista, aktywista, najpierw mściciel gawędziarz, później prawdziwy wojownik (nawet jeżeli żołnierz cudzej wojny), ojciec, artysta, alpinista. To do tej ostatniej pasji nawiązuje tytuł. Winkler zmarł 12 października 2002 roku na Mont Maudit w masywie Mont Blanc. Prawdopodobnie z powodu nadciśnienia.

film-la-montagne-magique

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Film

2. edycja Black Bear Filmfest

Teoretycznie prawdopodobieństwo, że trafi się festiwal, na którym człowiek chciałby obejrzeć WSZYSTKO, jest minimalne. Praktycznie zawsze znajdą się filmy, co do których nie ma wątpliwości, że umarłoby się na nich z nudów, albo obrazy reżyserów, których się nie trawi, względnie historie, które człowieka nic a nic nie obchodzą. Prawie zawsze. Bo akurat w moim przypadku jednak objawiła się impreza filmowa, z której mogłabym w ogóle nie wychodzić – jedyny i niepowtarzalny Black Bear Filmfest, czyli organizowany przez PAPERBOAT FILMS festiwal szeroko pojętego kina gatunkowego. O ile w zeszłym roku podchodziłam do Czarnego Misia z pewną dozą nieśmiałości (wiadomo – nieznane), o tyle w tym, znając już profil tej imprezy – postanowiłam wykorzystać okazję do maksimum (co było o tyle łatwe, że w obiegu pojawiły się karnety). Kosztem 2 meczów Bayernu, niedospania, niedojedzenia, manipulacji pracowym grafikiem i paru ostrych sprintów z 26 pełnych metraży zaliczyłam prawie wszystko. I właściwie nie trafiła się ani jedna produkcja, której obejrzenia bym żałowała.

1. „Lothar” („Lothar”) (SUI, 2013), reż. Luca Zuberbühler – [lęk przed samym sobą/fantastyka/koncept] – zgodnie z „tradycją” (niby trochę za wcześnie na mówienie o tradycji, ale konsekwencja jest i obstawiam, że nadal będzie) festiwal otworzył film krótkometrażowy. W tym roku padło na etiudę studencką Luki Zuberbühlera. Szczegółów fabuły zdradzać nie będę. Powiem tylko, że jest to uroczy przykład tego, jak może się skończyć próba reklamacji gwarancyjnej. I to nie tylko dla reklamującego, ale dla całej ludzkości. Ogólnie rzecz biorąc, „Lothar” to coś w stylu „Poważny człowiek” meets „Interstellar” (warto zwrócić uwagę zwłaszcza na zdjęcia „pożyczone od NASA” ;D). Jak na film studencki wykonanie pierwsza klasa. 7/10

2. „Jacky w królestwie kobiet” („Jacky au royaume des filles”) (FRA, 2014), reż. Riad Sattouf – [lęk przed innymi/fantastyka/komedia] – połączenie „Seksmisji” z „Kopciuszkiem”, choć koniec końców jednak zupełnie inna bajka. Sporo przaśnego humoru, mocno popuszczone wodze fantazji, dużo rozczulającej zabawy językiem („koniury” mnie zniszczyły, a to tylko czubek tej filmowej góry), lekki mindfuck i zdecydowana jazda bez trzymanki, a przy okazji satyra na systemy religijne (na co zwracam uwagę przede wszystkim dlatego, że film otwierający 1 edycję BBFF, czyli „W imię syna” Vincenta Lannoo, miał podobne zacięcie; przypadek to, czy też tradycja?:) 6,5/10. Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under Film