Tag Archives: kino bałkańskie

Najlepsze filmy 2015 roku: TOP 25

Zestawienie zawiera filmy z lat 2014-2015 (2014 = zapóźniona polska dystrybucja regularna, na DVD bądź festiwalowa). Ze względu na przyjęte kryteria na liście nie zmieściły się takie fantastyczne filmy jak „Whiplash” Damiena Chazelle’a (siłą rzeczy pominięty również w kategoriach „Zdjęcia” i „Muzyka”), „Co robimy w ukryciu” Jemaine’a Clementa i Taiki Waititiego, „Plemię” Mirosława Słaboszpickiego, „Biały Bóg” Kornéla Mundruczó czy „Miłość od pierwszego ugryzienia” Thomasa Cailleya, które po raz pierwszy widziałam w kinie w roku 2014, za to zostały w nim ujęte filmy (festiwalowe), które (w 2015 roku) nie miały jeszcze lub też w ogóle nie będą miały kinowej premiery w Polsce.

American Sniper

25. „Snajper” („American Sniper”) (USA, 2014), reż. Clint Eastwood – 2015 nie był rokiem kina wojennego, ale zawsze można liczyć na zapóźnioną dystrybucję (swoją drogą, nie powiem, ile mnie kosztowało grzeczne doczekanie do polskiej premiery; zaczynam mieć tego opóźniania rodzimych premier serdecznie dosyć; wiem, że sporo osób się wkurzyło i nie zaczekało; tak się w tym kraju traci widza, a więc i pieniądze), dzięki czemu zyskałam film wojenny roku. Bardzo amerykański, ale stawiający raczej na swojskość niż na patos, znakomicie zrealizowany (największe wrażenie robią chyba zdjęcia i montaż scen z frontu), świetnie oddający ducha książki i z bardzo wiarygodnym Bradleyem Cooperem w roli Chrisa Kyle’a (tak, ja z tych, którzy uważają, że „Everybody makes fun of a redneck, until the zombie apocalypse”, którzy bez wahania włożyliby koszulkę z napisem „TEAM Kyle”, i którym wciąż bardzo smutno i żal). Dzięki książce Chrisa i temu filmowi w minionym roku dotarłam wreszcie na strzelnicę, co okazało się jedną z moich przygód roku, tak że nie mogło zabraknąć dla obrazu Eastwooda miejsca na tej liście.

The Visit

24. „Wizyta” („The Visit”) (USA, 2015), reż. M. Night Shyamalan – wszystkiego się spodziewałam, ale nie tego, że 16 lat po premierze „Szóstego zmysłu” M. Night Shyamalan, który pod względem filmowym zdążył się przez te wszystkie lata bardzo zagubić, wreszcie się odnajdzie, w dodatku w horrorze found footage, imitującym, a jednocześnie polewającym z „Paranormal Activity” i „The Ringów”. Najwyraźniej czasem wystarczy obciąć reżyserowi budżet (film kosztował  $5 000 000), a znajdzie się i pomysł, i dobry twist, i pożądany dystans. Uwielbiam horrory, które bawiąc, potrafią jednak wystraszyć. I to nie efektami i atakowaniem dźwiękiem, ale fabułą i klimatem. Dlatego bez wahania ogłaszam „Wizytę” moim horrorem roku. Czytaj dalej

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Film

30. WFF – Dzień 6, 7, 8, 9 i 10

Ponad tydzień temu opublikowałam pierwszą część mini relacji z 30 edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego więc czas najwyższy opublikować drugą.

18. „Wierszyki dla młodych pożeraczy” („Rhymes for Young Ghouls”) (CAN, 2013), reż. Jeff Barnaby – strasznie wkurzający film (to akurat zaleta), ale koszmarnie czarno-biały i bardzo nierówny. Po jednej stronie konfliktu stoją same sukinsyny, po drugiej – sami idioci, a po każdej udanej scenie bądź sekwencji następuje męczący przestój. O ile brutalny realizm jakoś się tu sprawdza, o tyle wątki paranormalne wypadają wyjątkowo sztucznie (raz, że efekty kiepskie, dwa, że strasznie to patetyczne). Mimo wszystko jakimś cudem przeważnie ogląda się to całkiem nieźle. Skrajna bezwzględność, fajna etniczna muza i szczypta humoru robią swoje. 5,5/10

19. „Chodźmy pogrzeszyć” („İtirazım Var”) (TUR, 2014), reż. Onur Ünlü – poprzedni film Ünlü – „Złocisz mrok ponury” – swoją oryginalnością i absurdalnym humorem zawojował publikę 14. edycji Nowych Horyzontów. Pewnie dlatego WFF-owe oczekiwania względem nowej produkcji reżysera były spore. Balonik może nie pękł z hukiem, ale pękł dość szybko. „Chodźmy pogrzeszyć” to bowiem nic innego jak turecki „Ojciec Mateusz”, tyle że z ciekawszym i bardziej wyrazistym głównym bohaterem. Film jest lekki, dość zabawny (najbardziej śmieszy mniej lub bardziej nieortodoksyjne podejście imama-detektywa do zasad swojej wiary) i bez dwóch zdań sympatyczny. A że finezji za grosz niet… No cóż, zdarza się. Jako niezobowiązująca rozrywka całość zdecydowanie daje radę. 6/10 Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under Film

30. WFF – Dzień 1, 2, 3, 4 i 5

11 października – dzień cudów. Polska wygrała w nożną z Niemcami, a Warszawski Festiwal Filmowy nareszcie przestał wpuszczać na seanse spóźnialskich (zapis o tym, że osoby spóźnione nie będą wpuszczane na projekcje, jest w regulaminie i na biletach od lat, ale dotąd nie mogliśmy się doprosić, żeby ktoś go wyegzekwował). Kto wie, może nawet było tych cudów więcej, ale ze względu na 11 weekendowych projekcji i bytność na Narodowym nie miałam czasu obadać tematu. Pierwszą chwilę, by coś wreszcie skrobnąć, wydysponowałam dopiero po półmetku.

1. „Parking” („Parkoló”) (HUN, 2014), reż. Bence Miklauzič – obraz, który miałby szansę zwyciężyć w konkursie na najlepszy festiwalowy opis (polecam lekturę). Całkiem fajna produkcja – wdzięczna i z momentami, nawet jej z tego powodu ocenę zawyżyłam, ale zwariowana czarna komedia to to nie jest. Już raczej komediodramat typu skandynawskiego, z węgierskim Jasonem Stathamem na leadzie i z wyraźnym niedoborem kota-oprawcy. 6,5/10

2. „Agnieszka” („Agnieszka”) (GER, 2014), reż. Tomasz E. Rudzik – akcja filmu rozgrywa się w Monachium (zaprawdę pierwszy raz w życiu popłakałam się na widok torów kolejowych) więc z miejsca się przyznaję, że bardziej oddawałam się tęsknocie za miastem niż kontemplowaniem fabuły. Warsztatowo przyzwoicie (zwłaszcza jak na film z konkursu 1-2), historia trochę płytka, ale rozwija się płynnie, całość Gorczycą stoi. 6,5/10 na zachętę.

3. „W pół drogi” („Halfweg”) (BEL, 2014), reż. Geoffrey Enthoven – właściwie nie ma o czym pisać. Lekka komedyjka o intruzie. Do szybkiego zapomnienia. Gdyby nie to, że parę razy szczerze parsknęłam (aczkolwiek dodajmy też, że w połowie seansu zaczęłam przysypiać), ocena byłaby niższa. 5,5/10 Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under Film