W kinie: „Wielki Mur” (2016)

Tytuł oryginalny: „The Great Wall”
Reżyseria: Yimou Zhang
Zdjęcia: Stuart Dryburgh, Xiaoding Zhao
Muzyka: Ramin Djawadi
Moja ocena: 4/10

O tym, że to nie będzie dobre, wiedzieliśmy wszyscy już na etapie trailera: Matt Damon na Wielkim Murze? What The Hell?!;D. Od początku było też jasne, że będzie schizofrenicznie (w pierwszym chińskim zwiastunie Damon nie pojawia wcale!) i że z dużym prawdopodobieństwem cały ten miszmasz nie spodoba się ani Chińczykom, ani Amerykanom, ani nawet Europejczykom (my mamy większe wymagania, ale i dystans większy. to pierwsze radzę zostawić w domu). Jednak chyba nikt z nas nie przewidział, jak wielką katastrofą okaże się ten projekt. Tyle dobrego, że przezabawną. Ja pękłam już przy „Wielki Mur stoi od wieków” (pierwsza linijka openingu) i tak turlałam się wesoło aż do końcowych napisów.

Gdyby mierzyć film liczbą facepalmów, to „Wielki Mur” miałby 10/10… minut materiału. O równie głupi i zły scenariusz (IMO wszyscy odpowiedzialni zań panowie zasłużyli na walk of shame. niestety z powodu ograniczeń technicznych musi wystarczyć niniejsza ściana, czy też mur wstydu: story by Max Brooks, Edward Zwick i Marshall Herskovitz. screenplay by Carlo Bernard, Doug Miro i Tony Gilroy. wstydźcie się!), i żałosne wykonanie (150 mln. $ budżetu i patrząc po jakości CGI, chyba wszystko na gażę Matta poszło) naprawdę trudno. Zwłaszcza znając nazwisko reżysera (tym którzy nie wiedzieli, a za nic by się nie domyślili, podpowiadam, że reżyserem tego obrazu jest słynny Yimou Zhang. pytanie brzmi: czy Yimou Zhang o tym wie?).

Głównym bohaterem filmu o chińskim murze obronnym jest William Garin – Europejczyk, najemnik, ciężki przypadek zbieractwa (pozostający w totalnej kontrze do aktualnie obowiązujących trendów. jego podejście stanowi druzgocący dowód na to, że minimalizm może ułatwić Ci życie, ale Ci go nie uratuje:) #przydasię), który w towarzystwie kilku kompanów, z których warto wspomnieć tylko czarującego zrzędę o imieniu Towar (no dobra, Tovar, ale i tak będziecie o nim myśleć przez „w”), wyrusza do Chin w poszukiwaniu prochu, a zamiast tego znajduje Wielki Mur, tęczowy Bezimienny Zakon (rzut oka na chińską armię i szybko staje się jasne, że nie tylko widz, ale i żaden chiński cesarz nigdy takiej nie widział) i bandę krwiożerczych Tao Tie (wygląda to [LEKKI SPOILER!] jak krzyżówka smokozaura z bioraptorem czy innym ksenomorfem podszyta Mike’iem Wazowskim i – nie wiedzieć czemu – bywa tu też pisane i wymawiane „Tao Tei”). Reakcja obrońców Muru na widok paru obcokrajowców przypomina reakcję Polaków na wieść o uchodźcach – demonstracyjnie niewspółmierną. Trzeba jednak Zakonowi oddać, że od początku do końca przesadza z rozmachem we wszystkim, konsekwentnie (żurawie, lampiony, balony, dachówki<3).

„Wielki Mur” to skrzyżowanie chińskiego kina kostiumowego z „Jasonem Bournem”, „Grą o Tron”, „Jurassic Park” (nie mogę się zdecydować, „Park” czy „World”) i „World War Z”, co samo w sobie jest już złe. A pikanterii dodaje jeszcze fakt, że wygląda to i brzmi jak „Mortal Kombat 2: Unicestwienie” (co ciekawe, fatalny film Leonettiego również słynie ze świetnej ścieżki dźwiękowej i też do dziś nie wiadomo, na co poszedł budżet). W zasadzie jest tak kiepsko, że gdyby to nie była produkcja chińska, z Andym Lauem, Pedro Pascalem, Mattem Damonem i muzyką Ramina Djawadi (jedyny dobry aspekt filmu, zwłaszcza bębny), to kwalifikowałaby się do oceny co najmniej o połowę niższej. To takie rasowe kino klasy C.

No to iść na to, czy nie? Zróbmy prosty test: Byliście na „Assassin’s Creed”? I co? Głupi był scenariusz? Tak? No to ten film dla Was nie istnieje. Pytanie pomocnicze dla tych, którzy odpowiedzieli „Nie”: To na ile macie ocenione „Mortal Kombat 2”? Bo ja na 4/10.;] Ej, no ale skoro takie to śmieszne, to czy nie można na to pójść chociaż dla beki? No jak dla beki, to pewnie.

The Great Wall

Reklamy

1 komentarz

Filed under Film

Kinowe podsumowanie tygodnia: 09-15 stycznia 2017

„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” („Perfetti sconosciuti”) (ITA, 2016), reż. Paolo Genovese – to jeden z tych filmów, które nie wymagają długiego komentarza. To po prostu trzeba zobaczyć. I chociaż uważam, że Genovese sknocił końcówkę – przedobrzył, to jednak wszystko to, co się tu dzieje wcześniej, przesądza o wysokiej jakości, zwłaszcza świetny montaż. Jeśli lubicie konfrontacyjne kino gadane pokroju „Rzezi”, „Sierpnia w hrabstwie Osage” czy „To tylko koniec świata”, to włoska lekka (nie mylić z banalną), przezabawna, lecz przenikliwa, a nadto bardzo płynna odsłona takiej poetyki na pewno przypadnie Wam do gustu. Nie tylko pomysłem (to film o grupie bardzo bliskich, bardzo zżytych przyjaciół i ich życiowych partnerów, którzy podczas wspólnej kolacji postanawiają przeprowadzić test zaufania i szczerości, dzieląc się przez ten czas swoimi rozmowami telefonicznymi, SMS-ami i powiadomieniami, oczywiście w konsekwencji każda z osób dzieli się czymś więcej. niekoniecznie tym, czym by chciała) i zwrotami akcji (a nawet zwrotami charakterów. Lele FTW!), ale też wspaniałymi dialogami i solidnym aktorstwem. Polecam! 7,5/10

„Assassin’s Creed” („Assassin’s Creed”) (USA/UK/FRA/HKG, 2016), reż. Justin Kurzel – tak, to nie pomyłka, już recenzowałam ten film. But you know what? Podniosłam ocenę:D I powiem tak: Jeśli drzemie w Was serce asasyna (serce Wikinga też się nada), to nie słuchajcie krytyków i idźcie do kina. Tylko niech tym kinem będzie IMAX (jeżeli piwo daje +1 do oceny, to IMAX najwyraźniej daje +2;P). Jeśli zaś nie lubicie tego typu filmów i chcecie to zobaczyć wyłącznie z ciekawości, to raczej będą to wyrzucone pieniądze. No chyba że pójdziecie na to w towarzystwie loży szyderców. Takie wyjścia z reguły dostarczają sporo radochy:) Luźne spostrzeżenia: Za drugim razem dialogi nie wkurzały mnie tak jak za pierwszym. Nadal są złe (więc nie ma mowy o ocenie bardzo dobrej), ale w sumie bywało gorzej (patrz: chociażby „Jack Reacher: Nigdy nie wracaj”), poza tym, od kiedy to w filmach o wojownikach dialogi odgrywają taką istotną rolę? Mogłyby, nie obraziłabym się, ale kurczę, „Valhalla Rising”! Bywa, że w ogóle nie są potrzebne:) Na pewno za drugim podejściem bawiłam się lepiej niż za pierwszym. Trochę tak jak Michael podczas kręcenia (swoją drogą, to złudzenie, czy po hiszpańsku Fassbender mówi jednak dużo lepiej niż po polsku? jego akcent tak nie razi i przynajmniej sepleni). Wiem, że niektórzy traktują słynne „What the fuck is going on?!” (ani chybi mem będzie) jako recenzję tego filmu, ja jednak kocham tę scenę:) Pisałam, że współczesności jest tu więcej niż Andaluzji A.D. 1492, i jest to prawda, ale te 3 hiszpańskie sekwencje są jednak dłuższe i jeszcze doskonalsze, niż mi się zdawało. Z kolei Michael paraduje bez koszulki krócej, niż sądziłam (to poważna wada).;D Zgodnie z przewidywaniami muzyka brzmi w IMAX-ie tak, że przechodzą ciary. Jako że Jed Kurzel jest wyjątkowo wszechstronnym kompozytorem (porównajcie sobie – w Spotify choćby – score’y do „Macbetha” i „Assassin’s Creed”. to jest dopiero rozpiętość), Junkie XL ma prawo czuć się zagrożony:) Gwoli uściślenia: Większość zdjęć do filmu nakręcono w prawdziwych lokacjach, m.in. w Andaluzji i na Malcie. Tak samo jak „Mad Max: Fury Road” „Assassin’s Creed” jest trochę podrasowany komputerowo, ale twórcy postawili przede wszystkim na efekty praktyczne i kaskaderów. Green screenu jest tu niewiele, zamiast cyfrowego duplikowania ludzi postawiono na statystów, walki z udziałem Fassbendera i Labed to w 95% ich własna robota, choreografie walk nadzorował Ben Cook, za parkour odpowiadał słynny Damien Walters. On też naprawdę wykonał leap of faith. Ze 125 stóp (38 metrów) bez zabezpieczeń. Zresztą sami zobaczcie:) 7,5/10 [P]

„Sing” („Sing”) (USA/UK/JPN, 2016), reż. Christophe Lourdelet, Garth Jennings – umówmy się, że „zaczniesz śpiewać i jakoś pójdzie” to bujda na resorach. Wciąż pamiętam ten dzień. Miałam 8 lat i byłam na drugich w życiu koloniach. Dobra atmosfera, troskliwa wychowawczyni, sympatyczni ludzie wokół. Kiedy wmanewrowali mnie w publiczne zaśpiewanie piosenki, nie protestowałam. Na próbach szło dobrze więc się nie bałam. Kiedy wyszłam na scenę, najpierw mnie zatkało, a gdy w końcu zaczęłam śpiewać… było źle i z każdym wersem coraz gorzej. Nie pamiętam, czy dowyłam do końca (wiem, że po wszystkim dali mi czekoladę), wciąż mam jednak przed oczami tę mieszaninę współczucia i grozy na twarzach widowni. Dziś pękłabym ze śmiechu (to taka filmowa scena była i to w paru różnych gatunkach), wtedy popłakałam się ze złości i obiecałam sobie, że nigdy więcej publicznie nie zaśpiewam („Deszczowa piosenka” nad ranem po imprezie się nie liczy). Za taki zwiastun jak ten singowy to się bęcki należą. Nie minęło 30 sekund trailera, a już wiedziałam, że nie chcę tej produkcji nigdy oglądać. Dotarłam na „Sing” wyłącznie dlatego że początek roku nie obfitował w premiery, 2 koleżanki zapewniły mnie, że film ujdzie, a w mojej sieci kin znalazły się ze 3 kopie z napisami (to smutne, ale w departamencie animacji napisy to ostatnimi laty prawdziwe święto). Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to wcale nie jest film o talent showie (choć na to właśnie wyglądał), a bardziej o prowadzeniu teatru. Że głównym bohaterem jest koala z głową pełną ideałów (w tej roli bardzo fajny McConaughey. nie wiem, czemu myślałam, że to Ed), a występy muzyczne to tylko nieszkodliwy dodatek (da się ich słuchać). Śmiałam się na tym tylko raz, ale za to jak (myjnia samochodowa wymywa!)! :D No może więcej niż raz, jeśli policzyć chichot na widok psiego bandu. Wersja z napisami naprawdę spoko. 6/10

„Konwój” („Konwój”) (POL, 2016), reż. Maciej Żak – jeśli to ma być odtrutka na Vegę (tak twierdzi Michał Walkiewicz), to poproszę kolejnego „Pitbulla”. Filmy Patryka są przynajmniej spójne i konsekwentne. Tutaj – w ponurej, mocno sensacyjnej historii o służbie więziennej, która próbując wyręczać sądy, całkiem traci kontakt z rzeczywistością – nic się kupy nie trzyma (co wkurza tym bardziej, że była szansa postawienia ważkiego pytania „Czy wolno nam?”, którą z kretesem zmarnowano na głupoty). Jak na incydent zbyt dobrze jest to zorganizowane, jak na proceder zbyt krzykliwe, ślepa krucjata Batmana Nowackiego jest fatalnie umotywowana, nie tylko dlatego że straty po stokroć przewyższają zyski. Jeśli coś się tu broni, to ewentualnie zakończenie i rola Ireneusza Czopa (reszty aktorów nie oceniam ze względu na kuriozalność postaci, które grają). Dobra jest muzyka Antoniego Łazarkiewicza, a Michał Sobociński zrobił porządne zdjęcia. 4,5/10

„Kot Bob i ja” („A Street Cat Named Bob”) (UK, 2016), reż. Roger Spottiswoode – w roli kota Boba kot Bob (ponoć zrobili casting do tej roli, ale żaden kot nie sprostał. koci profesjonaliści robią więc tutaj za dublerów i kaskaderów, a przez większość filmu na ekranie pojawia się prawdziwy Bob. nie dziwi mnie ta decyzja. he’s a natural!), tak że jest jakiś atut. Nie można też powiedzieć, że to film bez przesłania: Ludzie wolą pomagać kotom niż ludziom, proste. A człowiek z kotem zyskuje seal of approval tak samo jak przetestowane przez kota mięso. „Kot Bob i ja” to prawdziwa historia chłopaka, który wplątawszy się w narkotyki, upadł na samo dno i który odbił się od niego z pomocą ludzi i rezolutnego rudego kota. Film Spottiswoode’a jest ciepły, a nawet zabawny, ale też bardzo czułostkowy i niepozbawiony patosu. Jestem niemal pewna, że rzeczywistość prawdziwego Jamesa nie wyglądała tak kolorowo. Ale może tego typu pokrzepienie jest ludziom potrzebne. 5/10

„Ja, Olga Hepnarova” („Já, Olga Hepnarová”) (CZE/SVK/POL/FRA, 2016), reż. Petr Kazda, Tomás Weinreb – papierosy, seks i fochy. Palenie zamiast aktorstwa (niemalże w każdej pauzie. sprytny unik, ale sztuka żadna), modne czarno-białe zdjęcia (zapewne ze względów artystycznych, choć ja myślę, że są tu raczej po to, by ukryć, iż zamiast białego wina w butelkach była woda;P), chaotyczny, nieprzemyślany montaż (ciekawe, czy ktokolwiek z twórców pamięta, na jakiej zasadzie ten obraz cięli i kleili), insynuacje zamiast diagnozy. 10 lipca 1973 roku młoda Czeszka – Olga Hepnarová – wjechała ciężarówką w grupę ludzi stojących na przystanku. Do dziś trwają dyskusje na temat motywów dziewczyny i jej kondycji mentalnej. Nie wiem, czy prawdziwa Hepnarová była chora psychicznie. Patrząc przez pryzmat filmowej, nie bardzo. Olszańska od początku do końca zachowuje się raczej jak emo niż osoba częściowo niepoczytalna. Ciekawa też jestem, czy zestawianie problemów i wybuchów bohaterki z jej – co i rusz podkreślaną – orientacją, to aby na pewno przypadek. Dużo uproszczeń, dużo tanich tricków, żadnych odpowiedzi (które niby nie są obowiązkowe, ale w tym układzie nie wiem, po co to było kręcić, zwłaszcza w ten sposób). 4/10

filmy-perfetti-sconosciuti-assassins-creed-sing-konwoj-kot-bob-i-ja-ja-olga-hepnarova

1 komentarz

Filed under Film

Kinowe podsumowanie tygodnia: 02-08 stycznia 2017

„Szczęście świata” („Szczęście świata”) (POL, 2016), reż. Michał Rosa – jakiż to jest śliczny film (te budynki i uliczki z duszą, te wszystkie piękne bibeloty, szykowne stroje i dodatki, te czarowne zdjęcia Marcina Koszałki, magia detali i małych rytuałów, ta przedwojenna galanteria), nawet jeśli w dużej mierze o niczym (na przykładzie życia mieszkańców śląskiej kamienicy, w tym stanowiącej centrum tamtejszego wszechświata powabnej Żydówki, Michał Rosa prezentuje nam przekrój społeczny międzywojennej Polski. a choć widmo nadchodzącej wojny wisi nad filmem wyraźnie i niesie on głębsze przesłanie, to jednak głównie karmi nas wielkim pięknem i cudowną, niewiarygodną wręcz sielanką). Jedno na pewno trzeba „Szczęściu świata” oddać. Pozwala poczuć, ile straciliśmy. Być może nie wypada pochylać się nad architekturą czy designem w obliczu śmierci tylu ludzi, ale mogę sobie tylko wyobrazić skalę nostalgii osób, które po wojnie trafiły do bloków z meblościanką, w sam środek postępującej bylejakości (która raczej nie przeminie za naszego życia). Ps. Główna bohaterka ma zwyczaj kąpać się w soli bocheńskiej (z dodatkiem suszonej pokrzywy i jałowca). Nie chcąc być gorsza, po dniu z piekła rodem wykąpałam się w wielickiej. I wiecie co? To działa. ;D #małeradości #takieprezentytojarozumiem. 6,5/10

Szczęście świata

„Assassin’s Creed” („Assassin’s Creed”) (USA/UK/FRA/HKG, 2016), reż. Justin Kurzel – ludzie, którzy nieopatrznie poszli na film w różowej bluzie z kapturem i zyskali ksywę My Little Assassin;) Dość szybko naszła mnie refleksja, że gdybyśmy mieli pić łyk piwa po każdym głupim tekście, jaki pada w tym filmie (zwłaszcza w pierwszej połowie. im dalej w las, tym lepiej), to za mało alkoholu ze sobą wzięliśmy (generalnie piwo okazało się dobrym pomysłem i w rozsądnych ilościach polecam). Na szczęście w pewnym momencie dialogi praktycznie się kończą, a sceny akcji, sekwencje walk i efekty specjalne (w przeważającej mierze praktyczne), zdjęcia oraz – last but not least – muzyka to czysta poezja. O czym jest ten film? O odwiecznej wojnie Templariuszy z Asasynami, o poszukiwaniu potężnego artefaktu – Rajskiego Jabłka, o pamięci genetycznej i wirtualnej rzeczywistości, które pozwalają głównemu bohaterowi cofnąć się do 1492 roku – czasów swojego przodka. Fabuła „Assassin’s Creed” bazuje na grze komputerowej pod tym samym tytułem, aczkolwiek jest to adaptacja bardzo luźna. Osoby, które grały w grę, zachwycone nie były (obie linie fabularne – współczesna i parahistoryczna to w przeważającej mierze radosna, choć wspierana przez Ubisoft, twórczość scenarzystów, niestety współczesności jest tu dużo więcej niż późnośredniowiecznej Hiszpanii, a zdaniem jednego z kolegów leap of faith jest za mało widowiskowy. żeby nie było, z tym ostatnim zarzutem totalnie się nie zgadzam. i to nie tylko dlatego że kaskader wykonuje tu prawdziwe skoki!). Z punktu widzenia osoby, która tylko o grze słyszała i w temacie orientuje się pobieżnie, ale przypadkiem kocha parkour, walki wręcz, kaskaderów i praktyczne efekty, braci Kurzel, Arkapawa i Fassbendera, co pozwala jej wyprzeć z pamięci czerstwe dialogi, jest jednak fajnie (trochę casus „Warcrafta”, który też bardziej podobał się osobom, które lubią gry, ale w tę konkretną nie grały. choć jeśli już przy paraekranizacjach gier jesteśmy, to film Kurzela budzi skojarzenia raczej z „Księciem Persji: Piaskami czasu” niż z „Warcraftem”). Na ten moment film się dopiero zwrócił. Premiera chińska jest jednak przewidziana dopiero na 10 lutego, tak że mam szczerą nadzieję, że tutaj też zadziała casus „Warcrafta” i że dzięki Chińczykom powstanie sequel. Czekam. BTW, nie wiem, czy wiecie, bo ja się dowiedziałam dopiero w zeszłym roku, ale prawo pozwala na pokazanie w Chinach tylko 34 zagranicznych produkcji rocznie. Właśnie dlatego „Warcraft: Początek” powstał w koprodukcji (między innymi) z Chinami, a jednym z producentów „Assassin’s Creed” jest Hong Kong. :D Disclaimer: Wiem, że moje zdanie na temat tego filmu, odbiega od zdania większości krytyków i części widzów, ale przemyślałam je i go nie zmienię. Nie zgadzajmy się, ale się szanujmy. Peace! 7,5/10 (Po pierwszym seansie było 6,5, ale w IMAX-ie zmieniłam zdanie:]

filmy-szczescie-swiata-assassins-creed

1 komentarz

Filed under Film

Filmy obejrzane w 2016 roku

Zliczam wszystkie filmy długometrażowe, również te obejrzane po raz któryś. Powtórki opatrzone są adnotacją [P]. Używam też oznaczeń: [doc] – dla pełnometrażowych dokumentów, [mini] – dla miniseriali i ***** – dla krótkometrażówek (tych nie numeruję).

Lista filmów obejrzanych w 2015 roku

Filmy obejrzane w 2016 roku: 408 (W 2015: 424).
Krótkie metraże obejrzane w 2016 roku: 3 (ostatni: „Serce w rozterce”).

Filmy obejrzane w kinie w 2016 roku: 277 + 3 shorty (stan na 30.12.2016).
Filmy obejrzane w kinie w 2015 roku: 193 (+ 2 krótkie metraże).
Filmy obejrzane w kinie w 2014 roku: 190 (+ 6 krótkich metraży).
Filmy obejrzane w kinie w 2013 roku: 172 (+ 2 krótkie metraże).
Filmy obejrzane w kinie w 2012 roku: 127 (+ 6 krótkich metraży).
Filmy obejrzane w kinie w 2011 roku: 76 (+ 3 krótkie metraże).

Styczeń 2016

001. „Tokyo Tribe” („Tokyo Tribe”) (2014), reż. Sion Sono – 8/10
002. „And While We Were Here” („And While We Were Here”) (2012), reż. Kat Coiro – 2/10
003. „Praktykant” („The Intern”) (2015), reż. Nancy Meyers – 5/10 (5,5)
004. „Siódmy syn” („Seventh Son”) (2014), reż. Sergey Bodrov – 6/10
005. „Ciało i krew” („Flesh+Blood”) (1985), reż. Paul Verhoeven – 9/10
006. „El Club” („El Club”) (2015), reż. Pablo Larraín – 7/10
007. „Demon” („Demon”) (2015), reż. Marcin Wrona – 10/10 (9,5) [P]
008. „Wyjście przez sklep z pamiątkami” („Exit Through the Gift Shop”) (2010), reż. Banksy – 7/10 [doc]
009. „Nagi instynkt” („Basic Instinct”) (1992), reż. Paul Verhoeven – 6/10
010. „Gwiezdne wojny: Część VII – Przebudzenie Mocy” („Star Wars: Episode VII – The Force Awakens”) (2015) (4DX), reż. J.J. Abrams – 7/10 (7,5) [P]
011. „Major” („Майор” | „Mayor”) (2013), reż. Yuriy Bykov – 8/10 (8,5) [P]
012. „Na krawędzi | Na grani” („Pura vida – The Ridge”) (2012), reż. Pablo Iraburu, Migueltxo Molina – 6/10 [doc]
013. „Wesele” („Wesele”) (2004), reż. Wojciech Smarzowski – 7/10 (6,5)
014. „Amores perros” („Amores perros”) (2000), reż. Alejandro González Iñárritu – 8/10 (7,5)
015. „Big Short” („The Big Short”) (2015), reż. Adam McKay – 9/10
016. „Wysokie obcasy” („Tacones lejanos”) (1991), reż. Pedro Almodóvar – 9/10
017. „Palacz” („Кочегар” | „Kochegar”) (2010), reż. Aleksey Balabanov – 6/10 (5,5)
018. „Cisza” („Das letzte Schweigen”) (2010), reż. Baran bo Odar – 6/10
019. „Sekret jej oczu” („El secreto de sus ojos”) (2009), reż. Juan José Campanella – 6/10
020. „Kto ją zabił?” („Brick”) (2005), reż. Rian Johnson – 7/10 (6,5)
021. „Wyznania nastolatki” („The Diary of a Teenage Girl”) (2015), reż. Marielle Heller – 8/10
022. „Moje córki krowy” („Moje córki krowy”) (2015), reż. Kinga Dębska – 6/10 (5,5)
023. „Creed: Narodziny legendy” („Creed”) (2015), reż. Ryan Coogler – 6/10 (6,5)
024. „Joy” („Joy”) (2015), reż. David O. Russell – 5/10
025. „Też chcę” („Я тоже хочу” | „Ya tozhe khochu”) (2012), reż. Aleksey Balabanov – 6/10
026. „Moneyball” („Moneyball”) (2011), reż. Bennett Miller – 9/10 (8,5)
027. „Life” („Life”) (2015), reż. Anton Corbijn – 6/10
028. „W lepszym świecie” („Hævnen”) (2010), reż. Susanne Bier – 8/10
029. „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” („Extremely Loud and Incredibly Close”) (2011), reż. Stephen Daldry – 7/10 (6,5)
030. „Sól ziemi” („The Salt of the Earth”) (2014), reż. Wim Wenders, Juliano Ribeiro Salgado – 8/10 [doc]
031. „Wideodrom” („Videodrome”) (1983), reż. David Cronenberg – 7/10 (6,5)
032. „Dziewczyna z portretu” („The Danish Girl”) (2015), reż. Tom Hooper – 6/10
033. „Nienawistna ósemka” („The Hateful Eight”) (2015), reż. Q. Tarantino – 9/10
034. „Moja miłość” („Mon roi”) (2015), reż. Maïwenn Le Besco – 10/10 (9,5)
035. „Point Break – na fali” („Point Break”) (2015), reż. Ericson Core – 6/10
036. „Żołnierze kosmosu” („Starship Troopers”) (1997), reż. Paul Verhoeven – 8/10 (7,5)
037. „Na fali” („Point Break”) (1991), reż. Kathryn Bigelow – 5/10 [P]
038. „Augustine” („Augustine”) (2012), reż. Alice Winocour – 6/10 (5,5)
039. „Miara człowieka” („La Loi du marché”) (2015), reż. Stéphane Brizé – 6/10
040. „Anomalisa” („Anomalisa”) (2015), reż. D. Johnson, Ch. Kaufman – 7/10
041. „Syn Szawła” („Saul fia”) (2015), reż. László Nemes – 9/10
042. „Baranek Shaun” („Shaun the Sheep Movie”) (2015) (Sub), reż. Mark Burton, Richard Starzack – 4/10
043. „Dzisiejsze dziewczyny” („Modern Girls”) (1986), reż. J. Kramer – 5/10 (5,5)
044. „Pitbull” („Pitbull”) (2005), reż. Patryk Vega – 7/10

Filmy obejrzane w kinie: 15.
Seans stycznia: „Moja miłość” Maïwenn.
Drugi seans stycznia: „Syn Szawła” László Nemesa.
Trzeci seans stycznia: „Big Short” Adama McKaya.
Czwarty seans stycznia: „Nienawistna ósemka” Quentina Tarantino.
Film stycznia: „Moja miłość” Maïwenn.


Góry San Miguel w „The Hateful Eight„.

Luty 2016

045. „Pitbull. Nowe porządki” („Pitbull. Nowe porządki”) (2016), reż. P. Vega – 6/10
046. „Król życia” („Król życia”) (2015), reż. Jerzy Zieliński – 4/10
047. „Czas próby” („The Finest Hours”) (2016), reż. Craig Gillespie – 6/10 (5,5)
048. „Chemia” („Chemia”) (2015), reż. Bartosz Prokopowicz – 5/10
049. „Zjawa” („The Revenant”) (2015), reż. Alejandro González Iñárritu – 7/10
050. „Narodziny narodu” („The Birth of a Nation”) (1915), reż. D.W. Griffith – 7/10
051. „Anatomia zła” („Anatomia zła”) (2015), reż. Jacek Bromski – 6/10
052. „Performer” („Performer”) (2015), reż. Maciej Sobieszczański, Łukasz Ronduda – 5/10
053. „Gęsia skórka” („Goosebumps”) (2015), reż. Rob Letterman – 5/10 (5,5)
054. „The Boy” („The Boy”) ( 2016), reż. William Brent Bell – 3/10
055. „Spotlight” („Spotlight”) (USA, 2015), reż. Thomas McCarthy – 8/10 (7,5)
056. „Ardeny” („D’Ardennen”) (2015), reż. Robin Pront – 7/10
057. „Planeta singli” („Planeta singli”) (2016), reż. Mitja Okorn – 6/10
058. „Wszyscy wygrywają” („Win Win”) (2011), reż. Thomas McCarthy – 6/10 (6,5)
059. „Barany. Islandzka opowieść” („Hrútar”) (2015), reż. Grímur Hákonarson – 6/10 (6,5)
060. „Mistress America” („Mistress America”) (2015), reż. Noah Baumbach – 5/10
061. „Jak to robią single” („How to Be Single”) (2016), reż. Ch. Ditter – 5/10 (5,5)
062. „Deadpool” („Deadpool”) (2016), reż. Tim Miller – 8/10
063. „Eisenstein w Meksyku” („Eisenstein in Guanajuato”) (2015), reż. Peter Greenaway – 7/10
064. „Ave, Cezar!” (Hail, Caesar!) (2016), reż. Ethan Coen, Joel Coen – 5/10
065. „Ta nasza młodość” („While We’re Young”) (2014), reż. Noah Baumbach – 5/10 (5,5)
066. „Take This Waltz” („Take This Waltz”) (2011), reż. Sarah Polley – 8/10 [P]
067. „Świt żywych trupów” („Dawn of the Dead”) (2004), reż. Zack Snyder – 7/10
068. „Hair” („Hair”) (1979), reż. Miloš Forman – 8/10 [P]
069. „Wodzirej” („Wodzirej”) (1978), reż. Feliks Falk – 6/10 (6,5)
070. „Mama i ja” („The Guilt Trip”) (2012), reż. Anne Fletcher – 4/10 (3,5)
071. „Zanim odejdą wody” („Due Date”) (2010), reż. Todd Phillips – 1/10
072. „Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga’Hoole” („Legend of the Guardians: The Owls of Ga’Hoole”) (2010) (Dub), reż. Zack Snyder – 4/10
073. „Zwierzogród” („Zootopia”) (2016) (Dub), reż. Byron Howard, Rich Moore, Jared Bush – 8/10 (7,5)
074. „Na granicy” („Na granicy”) (2016), reż. Wojciech Kasperski – 6/10
075. „Widzę, widzę” („Ich seh, Ich seh”) (2014), reż. Severin Fiala, Veronika Franz – 6/10 (6,5)
076. „Brooklyn” („Brooklyn”) (2015), reż. John Crowley – 6/10 (6,5)
077. „Fusi” („Fúsi”) (2015), reż. Dagur Kari – 6/10 (6,5)
078. „11 minut” („11 minut”) (2015), reż. Jerzy Skolimowski – 4/10

Filmy obejrzane w kinie: 18.
Seans lutego: „Deadpool” Tima Millera.
Drugi seans lutego: „Spotlight” Thomasa McCarthy’ego.
Trzeci seans lutego: „Zwierzogród” Byrona Howarda, Richa Moore’a i Jareda Busha.
Film lutego: „Deadpool” Tima Millera.


Totalne niedowierzanie w „Deadpoolu„.

Marzec 2016

079. „Lobster” („The Lobster”) (2015), reż. Yorgos Lanthimos – 10/10
080. „Grimsby” („Grimsby”) (2016), reż. Louis Leterrier – 5/10
081. „Bogowie Egiptu” („Gods of Egypt”) (2016), reż. Alex Proyas – 5/10
082. „Zoolander” („Zoolander”) (2001), reż. Ben Stiller – 5/10 [P]
083. „Martwe zło” („The Evil Dead”) (1981), reż. Sam Raimi – 8/10
084. „Martwe zło 2” („The Evil Dead II”) (1987), reż. Sam Raimi – 6/10
085. „W kręgu zła” („Le cercle rouge”) (1970), reż. Jean-Pierre Melville – 7/10 (7,5)
086. „Dziewczyny do wzięcia” („Dziewczyny do wzięcia”) (1972), reż. Janusz Kondratiuk – 6/10
087. „Martwe zło 3: Armia ciemności” („Army of Darkness”) (1992), reż. Sam Raimi – 6,5/10
088. „Nawet góry przeminą” („Shan he gu ren”) (2015), reż. Zhangke Jia – 8/10
089. „Londyn w ogniu” („London Has Fallen”) (2016), reż. Babak Najafi – 3/10
090. „Carol” („Carol”) (2015), reż. Todd Haynes – 6/10
091. „Olimp w ogniu” („Olympus Has Fallen”) (2013), reż. A. Fuqua – 5/10 (4,5)
092. „Zoolander 2” („Zoolander 2”) (2016), reż. Ben Stiller – 6/10
093. „Seria Niezgodna: Wierna” („The Divergent Series: Allegiant”) (2016), reż. Robert Schwentke – 6/10 (6,5)
094. „Bang Gang” („Bang Gang (une histoire d’amour moderne)”) (2015), reż. Eva Husson – 7/10 (7,5)
095. „Na skrzyżowaniu wiatrów | Na skrzyżowaniu wichrów” („Risttuules”) (2014), reż. Martti Helde – 8/10 (7,5)
096. „Niewinne” („Les innocentes”) (2015), reż. Anne Fontaine – 7/10 (6,5)
097. „Wstrząs” („Concussion”) (2015), reż. Peter Landesman – 7/10 (6,5)
098. „Tata kontra tata” („Daddy’s Home”) (2015), reż. Sean Anders – 3/10 (2,5)
099. „Wykapany ojciec” („Delivery Man”) (2013), reż. Ken Scott – 7/10 (6,5)
100. „Starbuck” („Starbuck”) (2011), reż. Ken Scott – 5/10
101. „Co wiesz o Elly?” („Darbareye Elly”) (2009), reż. Asghar Farhadi – 8/10
102. „Siostry” („Sisters”) (2015), reż. Sean Anders – 5/10 (5,5)
103. „Psy mafii” („Triple 9”) (2016), reż. John Hillcoat – 5/10 (4,5)
104. „Cały ten cukier” („That Sugar Film”) (2014), reż. D. Gameau – 7/10 [doc]
105. „El Clan” („El Clan”) (2015), reż. Pablo Trapero – 6/10 (6,5)
106. „The Night Before” („The Night Before”) (2015), reż. Jonathan Levine – 4/10
107. „Get a Job” („Get a Job”) (2016), reż. Dylan Kidd – 4/10
108. „Deadpool” („Deadpool”) (2016), reż. Tim Miller – 8/10 [P]
109. „Dama w vanie” („The Lady in the Van”) (2015), reż. Nicholas Hytner – 7/10
110. „Kung Fu Panda” („Kung Fu Panda”) (2008) (Dub), reż. Mark Osborne, John Stevenson – 7/10
111. „Kung Fu Panda 2” („Kung Fu Panda 2”) (2011) (Dub), reż. Jennifer Yuh Nelson – 7/10 (6,5)

Filmy obejrzane w kinie: 19.
Seans marca: „Lobster” Yorgosa Lanthimosa.
Drugi seans marca: „Nawet góry przeminą” Zhangke Jia.
Trzeci seans marca: „Na skrzyżowaniu wiatrów | Na skrzyżowaniu wichrów” Martti’ego Helde.
Film marca: „Lobster” Yorgosa Lanthimosa.


Światła Nowego Jorku w „Carol„.

Kwiecień 2016

112. „Kung Fu Panda 3” („Kung Fu Panda 3”) (2016) (Dub), reż. Jennifer Yuh Nelson, Alessandro Carloni – 7/10 (7,5)
113. „Niesamowita Marguerite” („Marguerite”) (2015), reż. X. Giannoli – 6/10 (6,5)
114. „Potwory i spółka” („Monsters, Inc.”) (2001) (Dub), reż. Pete Docter, David Silverman, Lee Unkrich – 5/10 [P]
115. „Uniwersytet potworny” („Monsters University”) (2013) (Dub), reż. Dan Scanlon – 5/10 (5,5)
116. „Opowieść o miłości i mroku” („A Tale of Love and Darkness”) (2015), reż. Natalie Portman – 7/10 (6,5)
117. „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” („Batman v Superman: Dawn of Justice”) (2016), reż. Zack Snyder – 7/10 (7,5)
118. „Łowca i Królowa Lodu” („The Huntsman: Winter’s War”) (2016), reż. Cedric Nicolas-Troyan – 6/10 (6,5)
119. „Pięćdziesiąt twarzy Blacka” („Fifty Shades of Black”) (2016), reż. Michael Tiddes – 1/10 (1,5)
120. „Trumbo” („Trumbo”) (2015), reż. Jay Roach – 6/10 (5,5)
121. „Odpowiednie zachowanie” („Appropriate Behavior”) (2014), reż. Desiree Akhavan – 4/10
122. „Imigranci” („Dheepan”) (2015), reż. Jacques Audiard – 7/10
123. „Maryland | Cień” („Maryland”) (2015), reż. Alice Winocour – 8/10 (7,5) [P]
124. „Mustang” („Mustang”) (2015), reż. Deniz Gamze Ergüven – 8/10 (7,5)
125. „Królowa pustyni” („Queen of the Desert”) (2015), reż. Werner Herzog – 5/10
126. „Hardcore Henry” („Hardcore Henry”) (2015), reż. Ilya Naishuller – 7/10
127. „Dope | Git” („Dope”) (2015), reż. Rick Famuyiwa – 8/10 (7,5)
128. „Nic w zamian” („A cambio de nada”) (2015), reż. Daniel Guzmán – 5/10
129. „Duma i uprzedzenie, i zombie” („Pride and Prejudice and Zombies”) (2016), reż. Burr Steers – 6/10
130. „Z podniesionym czołem” („La tête haute”) (2015), reż. Emmanuelle Bercot – 8/10 (7,5)
131. „Lato Sangaile” („Sangailės vasara”) (2015), reż. Alanté Kavaïté – 6/10 (5,5)
132. „Wszyscy albo nikt” („Nous trois ou rien”) (2015), reż. Kheiron – 7/10
133. „Marzenia” („Es esmu šeit”) (2016), reż. Renārs Vimba – 7/10 (6,5)
134. „Szermierz” („Miekkailija”) (2015), reż. Klaus Härö – 6/10
135. „Cień latarni morskiej” („Lärjungen”) (2013), reż. Ulrika Bengts – 6/10 (6,5)
136. „Kwiat wiśni i czerwona fasola” („An”) (2015), reż. N. Kawase – 6/10 (6,5)
137. „Belgica” („Belgica”) (2016), reż. Felix Van Groeningen – 7/10
138. „Fritz Bauer kontra państwo” („Der Staat gegen Fritz Bauer”) (2015), reż. Lars Kraume – 7/10
139. „Piąta fala” („The 5th Wave”) (2016), reż. J Blakeson – 6/10
140. „Chevalier” („Chevalier”) (2015), reż. Athina Rachel Tsangari – 9/10
141. „Co przynosi przyszłość” („L’avenir”) (2016), reż. Mia Hansen-Løve – 7/10
142. „Kosmos” („Cosmos”) (2015), reż. Andrzej Żuławski – 3/10 (3,5)
143. „Nena” („Nena”) (2014), reż. Saskia Diesing – 6/10 (6,5)
144. „Fukushima, moja miłość” („Grüße aus Fukushima”) (2016), reż. Doris Dörrie – 5/10
145. „Letnie przesilenie” („Letnie przesilenie”) (2015), reż. M. Rogalski – 7 (6,5)
146. „Noc miodowa” („Medena nok”) (2015), reż. Ivo Trajkov – 6/10 (6,5)
147. „Opiekun” („Chronic”) (2015), reż. Michel Franco – 7/10 (7,5)
148. „Fuocoammare. Ogień na morzu” („Fuocoammare”) (2016), reż. Gianfranco Rosi – 3/10 (3,5) [doc]
149. „Wojna” („Krigen”) (2015), reż. Tobias Lindholm – 7/10
150. „Fair Play” („Fair Play”) (2014), reż. Andrea Sedláčková – 6/10
151. „Hedi” („Inhebek Hedi”) (2016), reż. Mohamed Ben Attia – 6/10
152. „Ratchet i Clank” („Ratchet & Clank”) (2016) (Dub), reż. Kevin Munroe, Jericca Cleland – 2/10
153. „High-Rise” („High-Rise”) (2015), reż. Ben Wheatley – 7/10 (7,5)
154. „Księga dżungli” („The Jungle Book”) (2016), reż. Jon Favreau – 5/10
155. „Cloverfield Lane 10” („10 Cloverfield Lane”) (2016), reż. Dan Trachtenberg – 8/10 (8,5)
156. „Niewygodna prawda” („Truth”) (2015), reż. James Vanderbilt – 3/10
157. „Księga dżungli” („The Jungle Book”) (1967) (Dub), reż. Wolfgang Reitherman – 7/10 [P]

Filmy obejrzane w kinie: 39.
Seans kwietnia: „Chevalier” Athiny Rachel Tsangari.
Drugi seans kwietnia: „Cloverfield Lane 10” Dana Trachtenberga.
Film kwietnia: „Chevalier” Athiny Rachel Tsangari.


Magia lustrzanych odbić w „High-Rise„.

Maj 2016

158. „Bone Tomahawk” („Bone Tomahawk”) (2015), reż. S.C. Zahler – 8/10 (8,5)
159. „Babka” („Grandma”) (2015), reż. Paul Weitz – 7/10
160. „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” („Captain America: Civil War”) (2016), reż. Anthony Russo, Joe Russo – 8/10 (7,5)
161. „Step Up 3D” („Step Up 3D”) (2010), reż. Jon Chu – 6/10 (5,5) [P]
162. „Z daleka” („Desde allá”) (2015), reż. Lorenzo Vigas – 7/10 (7,5)
163. „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” („Captain America: Civil War”) (2016), reż. Anthony Russo, Joe Russo – 8/10 (7,5) [P]
164. „Już za Tobą tęsknię” („Miss You Already”) (2015), reż. Catherine Hardwicke – 6/10 (5,5)
165. „Modelka” („The Model”) (2016), reż. Mads Matthiesen – 6/10
166. „Bieganie to wolność” („Free to Run”) (2016), reż. Pierre Morath – 8/10 [doc]
167. „Nasza młodsza siostra” („Umimachi Diary”) (2015), reż. H. Koreeda – 7/10
168. „Nice Guys. Równi goście” („The Nice Guys”) (2016), reż. Sh. Black – 8/10
169. „Zakładnik z Wall Street” („Money Monster”) (2016), reż. Jodie Foster – 6/10
170. „Udław się” („Choke”) (2008), reż. Clark Gregg – 6/10 (5,5)
171. „X-Men: Apocalypse” („X-Men: Apocalypse”) (2016), reż. Bryan Singer – 6/10
172. „Nienasyceni” („A Bigger Splash”) (2015), reż. Luca Guadagnino – 6/10 (6,5)
173. „Eddie zwany Orłem” („Eddie the Eagle”) (2016), reż. Dexter Fletcher – 4/10
174. „Angry Birds Film” („The Angry Birds Movie”) (2016) (Dub), reż. Clay Kaytis, Fergal Reilly – 5/10 (5,5)
175. „Alicja po drugiej stronie lustra” („Alice Through the Looking Glass”) (2016), reż. James Bobin – 5/10 (5,5)

Filmy obejrzane w kinie: 15.
Seans maja: „Bone Tomahawk” S. Craiga Zahlera.
Drugi seans maja: „Nice Guys. Równi goście” Shane’a Blacka.
Trzeci seans maja: „Bieganie to wolność” Pierre’a Moratha.
Czwarty seans maja: „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” braci Russo.
Film maja: „Bone Tomahawk” S. Craiga Zahlera.


Dobra stara pogoń w „Bone Tomahawk„.

Czerwiec 2016

176. „Zanim się obudzę” („Before I Wake”) (2016), reż. Mike Flanagan – 5/10
177. „Nad morzem” („By the Sea”) (2015), reż. Angelina Jolie – 4/10
178. „Dzień Bastylii” („Bastille Day”) (2016), reż. James Watkins – 4/10
179. „Skarb” („Comoara”) (2015), reż. Corneliu Porumboiu – 7/10
180. „Zanim się pojawiłeś” („Me Before You”) (2016), reż. T. Sharrock – 6/10
181. „Jesteśmy młodzi. Jesteśmy silni” („Wir sind jung. Wir sind stark.”) (2014), reż. Burhan Qurbani – 7/10
182. „Baby Bump” („Baby Bump”) (2015), reż. Kuba Czekaj – 6/10 (6,5)
183. „Warcraft: Początek” („Warcraft”) (2016), reż. Duncan Jones – 7/10 (7,5)
184. „Strażnicy Galaktyki” („Guardians of the Galaxy”) (2014), reż. James Gunn – 6/10 (6,5) [P]
185. „Gdzie jest Nemo?” („Finding Nemo”) (2003) (Dub), reż. Andrew Stanton, Lee Unkrich – 5/10 (5,5)
186. „Obecność 2” („The Conjuring 2”) (2016), reż. James Wan – 6/10
***** „Piper” („Piper”) (2016), reż. Alan Barillaro – 9/10
187. „Gdzie jest Dory?” („Finding Dory”) (2016) (Dub), reż. Andrew Stanton, Angus MacLane – 8/10
188. „Iluzja 2” („Now You See Me 2”) (2016), reż. Jon M. Chu – 3/10
189. „Dzień Niepodległości” („Independence Day”) (1996), reż. Roland Emmerich – 5/10 [P]
190. „Dzień Niepodległości: Odrodzenie” („Independence Day: Resurgence”) (2016), reż. Roland Emmerich – 6/10 (6,5)
191. „Przyjaźń czy kochanie?” („Love & Friendship”) (2016), reż. Whit Stillman – 7/10 (7,5)

Filmy obejrzane w kinie: 12 + 1 krótki metraż.
Seans czerwca: „Gdzie jest Dory?” Andrew Stantona i Angusa MacLane’a.
Drugi seans czerwca: „Warcraft: Początek” Duncana Jonesa.
Trzeci seans czerwca: „Przyjaźń czy kochanie?” Whita Stillmana.
Film czerwca: „Gdzie jest Dory?” Angusa MacLane’a i Andrew Stantona.


Czereśniowe kolczyki w „Baby Bump„.

Lipiec 2016

192. „Blokada” („Abluka”) (2015), reż. Emin Alper – 7/10
193. „Tarzan: Legenda” („The Legend of Tarzan”) (2016), reż. David Yates – 6/10
194. „Chocolat” („Chocolat”) (2015), reż. Roschdy Zem – 4/10
195. „Szukając Kelly” („Les cowboys”) (2015), reż. Thomas Bidegain – 5/10 (5,5)
196. „Ghostbusters: Pogromcy duchów” („Ghostbusters”) (2016), reż. Paul Feig – 6/10 (6,5)
197. „Kiedy gasną światła” („Lights Out”) (2016), reż. D.F. Sandberg – 6/10 (6,5)
198. „Blue Velvet” („Blue Velvet”) (1986), reż. David Lynch – 9/10

Filmy obejrzane w kinie: 6.
Seans lipca: „Blokada” Emina Alpera.
Film lipca: „Blue Velvet” Davida Lyncha.


Czyste szaleństwo w „Blue Velvet„.

Sierpień 2016

199. „Hooligans” („Hooligans”) (2005), reż. Lexi Alexander – 5/10 (5,5)
200. „Epoka Lodowcowa: Mocne uderzenie” („Ice Age: Collision Course”) (2016), reż. Galen T. Chu, Mike Thurmeier – 3/10
201. „Red” („Red”) (2010), reż. Robert Schwentke – 6/10
202. „American Gangster” („American Gangster”) (2007), reż. R. Scott – 8/10 (7,5)
203. „Pogorzelisko” („Incendies”) (2010), reż. Denis Villeneuve – 9/10
204.„Kobieta w czerni” („The Woman in Black”) (2012), reż. James Watkins – 5/10
205. „Pogromcy duchów” („Ghostbusters”) (1984), reż. I. Reitman – 7/10 (6,5) [P]
206. „Pogromcy duchów II” („Ghostbusters II”) (1989), reż. Ivan Reitman – 5/10 [P]
207. „Star Trek: W nieznane” („Star Trek Beyond”) (2016), reż. J. Lin – 7/10 (6,5)
208. „Legion samobójców” („Suicide Squad”) (2016), reż. David Ayer – 6/10
209. „Śmietanka towarzyska” („Café Society”) (2016), reż. W. Allen – 6/10 (5,5)
210. „183 metry strachu” („The Shallows”) (2016), reż. J. Collet-Serra – 5/10 (5,5)
211. „Zjednoczone stany miłości” („Zjednoczone stany miłości”) (2016), reż. Tomasz Wasilewski – 5/10 (5,5)
212. „Neon Demon” („The Neon Demon”) (2016), reż. N. Winding Refn – 8/10
213. „Mechanik” („The Mechanic”) (2011), reż. Simon West – 4/10
214. „Sausage Party” („Sausage Party”) (2016) (Sub), reż. Greg Tiernan, Conrad Vernon – 5/10 (5,5)
215. „Komuna” („Kollektivet”) (2016), reż. Thomas Vinterberg – 7/10 (6,5)
216. „Rekiny wojny” („War Dogs”) (2016), reż. Todd Phillips – 6/10
217. „Geniusz” („Genius”) (2016), reż. Michael Grandage – 5/10
218. „Jason Bourne” („Jason Bourne”) (2016), reż. Paul Greengrass – 7/10 (6,5)
219. „Ben-Hur” („Ben-Hur”) (2016), reż. Timur Bekmambetov – 6/10
220. „Boska Florence” („Florence Foster Jenkins”) (2016), reż. S. Frears – 5/10
221. „Kamper” („Kamper”) (2016), reż. Łukasz Grzegorzek – 6/10 (6,5)
222. „Złe mamuśki” („Bad Moms”) (2016), reż. Jon Lucas, Scott Moore – 4/10
223. „Terytorium wroga” („Forces spéciales”) (2011), reż. S. Rybojad – 5/10
224. „Hel” („Hel”) (2015), reż. P. Tarasiewicz, K. Priwieziencew – 3/10 (3,5)
225. „Pożegnanie” („Departure”) (2015), reż. Andrew Steggall – 7/10 (6,5)
226. „Nerve” („Nerve”) (2016), reż. Henry Joost, Ariel Schulman – 6/10

Filmy obejrzane w kinie: 19.
Seans sierpnia: „Neon Demon” Nicolasa Windinga Refna.
Drugi seans sierpnia: „Pożegnanie” Andrew Stegalla.
Film sierpnia: „Pogorzelisko” Denisa Villeneuve’a.


Absurd fanatyzmu w „Incendies„.

Wrzesień 2016

227. „Szczęki” („Jaws”) (1975), reż. Steven Spielberg – 7/10 (7,5) [P]
228. „Julieta” („Julieta”) (2016), reż. Pedro Almodóvar – 6/10 (6,5)
229. „Pan idealny” („Mr. Right”) (2015), reż. Paco Cabezas – 6/10 (6,5)
230. „Szczęki 2” („Jaws 2”) (1978), reż. Jeannot Szwarc – 7/10 (6,5) [P]
231. „Płomień” („A Blast”) (2014), reż. Syllas Tzoumerkas – 7/10 (6,5)
232. „W pogoni” („Chugyeogja”) (2008), reż. Hong-jin Na – 9/10 (8,5)
233. „To nie jest kraj dla starych ludzi” („No Country for Old Men”) (2007), reż. Ethan Coen, Joel Coen – 10/10
234. „Aż do piekła” („Hell or High Water”) (2016), reż. D. Mackenzie – 8/10 (8,5)
235. „Miles Davis i ja” („Miles Ahead”) (2015), reż. Don Cheadle – 6/10
236. „Mechanik: Konfrontacja” („Mechanic: Resurrection”) (2016), reż. Dennis Gansel – 5/10 (4,5)
237. „Destrukcja” („Demolition”) (2015), reż. Jean-Marc Vallée – 6/10
238. „Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci” („Lo and Behold, Reveries of the Connected World”) (2016), reż. Werner Herzog – 5/10 [doc]
239. „Człowiek niedźwiedź” („Grizzly Man”) (2005), reż. Werner Herzog – 8/10 (8,5) [doc]
240. „Jaskinia zapomnianych snów” („Cave of Forgotten Dreams”) (2010), reż. Werner Herzog – 7/10 (7,5) [doc]
241. „Spotkania na krańcach świata” („Encounters at the End of the World”) (2007), reż. Werner Herzog – 8/10 (8,5) [doc]
242. „Szczęśliwi ludzie: Rok w Tajdze „ („Happy People: A Year in the Taiga”) (2010), reż. Dmitry Vasyukov, Werner Herzog – 7/10 [doc]
243. „Taksówką w mrok | Kurs do Krainy Cienia” („Taxi to the Dark Side”) (2007), reż. Alex Gibney – 6/10 [doc]
244. „Aż poleje się krew” („There Will Be Blood”) (2007), reż. Paul Thomas Anderson – 6/10 (6,5)
245. „Kamienne pięści” („Hands of Stone”) (2016), reż. Jonathan Jakubowicz – 7/10 (6,5)
246. „Morgan” („Morgan”) (2016), reż. Luke Scott – 6/10
247. „Dziennik Bridget Jones” („Bridget Jones’s Diary”) (2001), reż. Sharon Maguire – 8/10 [P]
248. „Bridget Jones: W pogoni za rozumem” („Bridget Jones: The Edge of Reason”) (2004), reż. Beeban Kidron – 5/10 [P]
249. „Przeznaczone do burdelu” („Born Into Brothels: Calcutta’s Red Light Kids”) (2004), reż. Zana Briski, Ross Kauffman – 7/10 (7,5) [doc]
250. „Wallace & Gromit: Klątwa królika” („Wallace & Gromit: The Curse of the Were-Rabbit”) (2005) (Dub), reż. Steve Box, Nick Park – 6/10
251. „Królestwo” („Les saisons”) (2015), reż. Jacques Perrin, Jacques Cluzaud – 4/10 (3,5) [doc]
252. „Sługi boże” („Sługi boże”) (2016), reż. Mariusz Gawryś – 4/10
253. „Blair Witch Project” („The Blair Witch Project”) (1999), reż. Daniel Myrick, Eduardo Sánchez – 5/10
254. „Blair Witch” („Blair Witch”) (2016), reż. Adam Wingard – 4/10 (4,5)
255. „Bridget Jones 3” („Bridget Jones’s Baby”) (2016), reż. Sh. Maguire – 6/10
256. „Mając 17 lat” („Quand on a 17 ans”) (2016), reż. André Téchiné – 6/10
257. „Niczego nie żałuję – Edith Piaf” („La môme”) (2007), reż. Olivier Dahan – 7/10 (7,5)
258. „Michael Clayton” („Michael Clayton”) (2007), reż. Tony Gilroy – 7/10 (7,5)
259. „Niewygodna prawda” („An Inconvenient Truth”) (2006), reż. Davis Guggenheim – 8/10 [doc]
***** „Mower Minions” („Mower Minions”) (2016), reż. Bruno Chauffard, Glenn McCoy – 5/10
260. „Sekretne życie zwierzaków domowych” („The Secret Life of Pets”) (2016) (Dub), reż. Yarrow Cheney, Chris Renaud – 6/10
261. „Ordonka” („Ordonka”) (1993), reż. Maria Kwiatkowska – 7/10 [doc]
262. „Siedmiu wspaniałych” („The Magnificent Seven”) (2016), reż. Antoine Fuqua – 7/10
263. „Plan Maggie” („Maggie’s Plan”) (2015), reż. Rebecca Miller – 6/10 (6,5)

Filmy obejrzane w kinie: 17 + 1 krótki metraż.
Seans września: „Aż do piekła” Davida Mackenzie.
Film września: „W pogoni” Hong-jina Na.


Wyjątkowo inteligentne zwierzę w „Encounters at the End of the World„.

Październik 2016

264. „Ostatni król Szkocji” („The Last King of Scotland”) (2006), reż. Kevin Macdonald – 6/10
265. „Viva” („Viva”) (2015), reż. Paddy Breathnach – 9/10 (8,5)
266. „Żywioł. Deepwater Horizon” („Deepwater Horizon”) (2016), reż. Peter Berg – 7/10
267. „Dreamgirls” („Dreamgirls”) (2006), reż. Bill Condon – 5/10
268. „Ostatnia rodzina” („Ostatnia rodzina”) (2016), reż. Jan P. Matuszyński – 10/10 (9,5)
269. „Nie oddychaj” („Don’t Breathe”) (2016), reż. Fede Alvarez – 6/10 (6,5)
270. „Wierny ogrodnik” („The Constant Gardener”) (2005), reż. Fernando Meirelles – 9/10
271. „Dzieciak” („Le fils de Jean”) (2016), reż. Philippe Lioret – 7/10
272. „Plac zabaw” („Plac zabaw”) (2016), reż. Bartosz M. Kowalski – 5/10
273. „Za górami, za wzgórzami” („Me’ever laharim vehagvaot”) (2016), reż. Eran Kolirin – 6/10 (5,5)
274. „Dziennik maszynisty” („Dnevnik mašinovodje”) (2016), reż. Miloš Radović – 8/10 (7,5)
275. „We krwi” („I blodet”) (2016), reż. Rasmus Heisterberg – 6/10
276. „Toril” („Toril”) (2016), reż. Laurent Teyssier – 6/10 (6,5)
277. „Zabliźnione serca” („Inimi cicatrizate”) (2016), reż. Radu Jude – 7/10
278. „Honorowy obywatel” („El ciudadano ilustre”) (2016), reż. Gastón Duprat, Mariano Cohn – 7/10 (7,5)
279. „Zaraza we wsi Karatas” („Chuma v aule Karatas”) (2016), reż. Adilkhan Yerzhanov – 5/10 (5,5)
280. „Dziennik weselnego fotografa” („Myomano shel tzlam hatonot”) (2016), reż. Nadav Lapid – 7/10
281. „5 października” („5. október”) (2016), reż. Martin Kollár – 6/10 [doc]
282. „Księżyc w dwunastym domu” („Yareach BeBayit 12”) (2016), reż. Dorit Hakim – 5/10 (5,5)
283. „Matka” („Ema”) (2016), reż. Kadri Kõusaar – 7/10 (6,5)
284. „Potwór z Martfű” („A martfüi rém”) (2016), reż. Árpád Sopsits – 5/10
285. „Gukoroku – Ślady grzechu” („Gukôroku”) (2016), reż. Kei Ishikawa – 5,5/10
286. „Między nami” („Between Us”) (2016), reż. Rafael Palacio Illingworth – 7/10
287. „Księżycowe kundle” („Moon Dogs”) (2016), reż. Philip John – 8/10 (7,5)
288. „Radiowe marzenia” („Radio Dreams”) (2016), reż. Babak Jalali – 5/10 (5,5)
289. „Ciemność” („Las tinieblas”) (2016), reż. Daniel Castro Zimbrón – 6/10
290. „Nauczycielka” („Učitelka”) (2016), reż. Jan Hřebejk – 7/10 (6,5)
291. „Kraina małych ludzi” („Medinat Hagamadim”) (2016), reż. Y. Berman – 7/10
292. „Prawdziwe zbrodnie” („True Crimes”) (2016), reż. Alexandros Avranas – 2/10 (2,5)
293. „Serce z kamienia” („Hjartasteinn”) (2016), reż. Guðmundur Arnar Guðmundsson – 9/10
294. „Zwariować ze szczęścia” („La pazza gioia”) (2016), reż. Paolo Virzì – 7,5/10
295. „W środku wulkanu” („Jökullinn logar”) (2016), reż. Sævar Guðmundsson – 8/10 [doc]
296. „To nie są najlepsze dni mojego życia” („Ernelláék Farkaséknál”) (2016), reż. Szabolcs Hajdu – 9/10
297. „Dobry dzień, żeby umrzeć” („Hoka Hey”) (2016), reż. H. Monfils – 7/10 [doc]
298. „To tylko koniec świata” („Juste la fin du monde”) (2016), reż. Xavier Dolan – 8/10 (7,5)
299. „Album” („Albüm”) (2016), reż. Mehmet Can Mertoglu – 5/10 (5,5)
300. „Zderzenie” („Eshtebak”) (2016), reż. Mohamed Diab – 8/10
301. „Bez boga” („Bezbog”) (2016), reż. Ralitza Petrova – 7/10
302. „Psy” („Câini”) (2016), reż. Bogdan Mirica – 6/10
303. „Malaria” („Malaria”) (2016), reż. Parviz Shahbazi – 6/10 (5,5)
304. „Nazywam się Cukinia” („Ma vie de courgette”) (2016) (Sub), reż. Claude Barras – 9/10
305. „Polująca z orłami” („The Eagle Huntress”) (2016), reż. Otto Bell – 9/10 (8,5) [doc]
306. „Błogosławione korzyści” („Inshalla istafadet”) (2016), reż. Mahmoud al Massad – 6/10
307. „Odyseja” („L’odyssée”) (2016), reż. Jérôme Salle – 3/10
308. „Nie gap się w mój talerz” („Ne gledaj mi u pijat”) (2016), reż. H. Jušić – 6/10
309. „Serce psa” („Heart of a Dog”) (2015), reż. Laurie Anderson – 5/10 [doc]
310. „Zagubieni” („Ztraceni v Mnichově”) (2015), reż. Petr Zelenka – 7/10 (7,5)
311. „Hristo” („Hristo”) (2016), reż. Grigor Lefterov, Todor Matsanov – 7/10 (6,5)
312. „Osobliwy dom Pani Peregrine” („Miss Peregrine’s Home for Peculiar Children”) (2016), reż. Tim Burton – 5/10
313. „Wołyń” („Wołyń”) (2016), reż. Wojciech Smarzowski – 8/10
314. „Dziewczyna z pociągu” („The Girl on the Train”) (2016), reż. Tate Taylor – 7/10 (6,5)
315. „Słońce, to słońce mnie oślepiło” („Słońce, to słońce mnie oślepiło) (2013), reż. Anka Sasnal, Wilhelm Sasnal – 3/10
316. „Służąca” („Ah-ga-ssi”) (2016), reż. Chan-wook Park – 8/10
317. „Po drugiej stronie” („S one strane”) (2016), reż. Zrinko Ogresta – 6/10
318. „Śmierć w Sarajewie” („Smrt u Sarajevu”) (2016), reż. Danis Tanović – 5/10
319. „Burn Burn Burn” („Burn Burn Burn”) (2015), reż. Chanya Button – 7/10 (6,5)
320. „Capote” („Capote”) (2005), reż. Bennett Miller – 6/10
321. „Martwe zło” („Evil Dead”) (2013), reż. Fede Alvarez – 7/10
322. „Iniemamocni” („The Incredibles”) (2004) (Dub), reż. Brad Bird – 4/10
323. „Za wszelką cenę” („Million Dollar Baby”) (2004), reż. Clint Eastwood – 7/10
324. „Światła wielkiego miasta” („City Lights”) (1931), reż. Ch. Chaplin – 6/10 (5,5)
325. „Ja, Daniel Blake” („I, Daniel Blake”) (2016), reż. Ken Loach – 8/10
326. „Prosta historia o morderstwie” („Prosta historia o morderstwie”) (2016), reż. Arkadiusz Jakubik – 5/10 (5,5)
327. „Jack Reacher: Nigdy nie wracaj” („Jack Reacher: Never Go Back”) (2016), reż. Edward Zwick – 4/10
328. „Doktor Strange” („Doctor Strange”) (2016), reż. Scott Derrickson – 8/10
329. „Historia Marii” („Marie Heurtin”) (2014), reż. Jean-Pierre Améris – 6/10
330. „Ray” („Ray”) (2004), reż. Taylor Hackford – 5/10 (5,5)
331. „Czy czeka nas koniec?” („Before the Flood”) (2016), reż. Steven Cantor – 6/10 (6,5) [doc]

Filmy obejrzane w kinie: 52.
Seans października: „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego.
Drugi seans października: „Serce z kamienia” Guðmundura Arnara Guðmundssona.
Trzeci seans października: „To nie są najlepsze dni mojego życia” Szabolcsa Hajdu.
Czwarty seans października: „Nazywam się Cukinia” Claude’a Barrasa.
Piąty seans października: „Polująca z orłami” Otto Bella.
Film października: „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego.


Kronika zapowiedzianej śmierci w „Ostatniej rodzinie„.

Listopad 2016

332. „Księgowy” („The Accountant”) (2016), reż. Gavin O’Connor – 6/10 (6,5)
333. „Znalezisko” („Nakhodka”) (2015), reż. Viktor Dement – 6/10
334. „Uczeń” („(M)uchenik”) (2016), reż. Kirill Serebrennikov – 8/10 (7,5)
335. „Zadymiarze” („Tryapichnyy soyuz”) (2015), reż. Mikhail Mestetskiy – 7/10
336. „Miłość obnażona” („Ai no mukidashi”) (2008), reż. Sion Sono – 7/10 (6,5)
337. „Miłosne piekło” („Koi no tsumi”) (2011), reż. Sion Sono – 6/10
338. „Wszystkie nieprzespane noce” („Wszystkie nieprzespane noce”) (2016), reż. Michał Marczak – 6/10
339. „Jestem mordercą” („Jestem mordercą”) (2016), reż. Maciej Pieprzyca – 6/10 (6,5)
340. „Windykator” („Kollektor”) (2016), reż. Aleksey Krasovskiy – 8/10
341. „O miłości” („Pro lyubov”) (2015), reż. Anna Melikyan – 6/10 (5,5)
342. „Przełęcz ocalonych” („Hacksaw Ridge”) (2016), reż. Mel Gibson – 7/10
343. „Ochrona” („Okhrana”) (2015), reż. Aleksandr Proshkin – 5/10 (5,5)
344. „Raj” („Ray”) (2016), reż. Andrey Konchalovskiy – 8/10 (7,5)
345. „Zoologia” („Zoologiya”) (2016), reż. Ivan I. Tverdovskiy – 6/10
346. „Insight” („Insayt”) (2015), reż. Aleksandr Kott – 6/10 (6,5)
347. „Boisko” („Korobka”) (2015), reż. Eduard Bordukov – 6/10
348. „Metamorphosis” („Metamorfozis”) (2015), reż. Lyubov Lvova, Sergey Taramaev – 5/10
349. „Mnich i demon” („Monakh i bes”) (2016), reż. Nikolay Dostal – 6/10
350. „Dobry chłopiec” („Khoroshiy malchik”) (2016), reż. Oksana Karas – 6/10
351. „Światła wielkiej wsi” („Ogni bolshoy derevni”) (2016), reż. I. Uchitel – 6,5/10
352. „Kraina Oz” (2015), reż. Vasiliy Sigarev – 10/10 (9,5) [P]
353. „Dobry, zły i brzydki” („Il buono, il brutto, il cattivo”) (1966), reż. Sergio Leone – 6/10
354. „Droga do Mandalay” („Zai jian wa cheng”) (2016), reż. Midi Z – 7/10
355. „Ostatni mistrz” („Shi fu”) (2015), reż. Haofeng Xu – 7/10 (7,5)
356. „Tharlo” („Tharlo”) (2016), reż. Pema Tseden – 5/10
357. „Długie przeprosiny” („Nagai iiwake”) (2016), reż. M. Nishikawa – 7/10 (7,5)
358. „Zwierzęta nocy” („Nocturnal Animals”) (2016), reż. Tom Ford – 7/10
359. „Ostatni pociąg” („Busanhaeng”) (2016), reż. Sang-ho Yeon – 8/10 (7,5)
360. „Gwiazda szeptów” („Hiso hiso boshi”) (2015), reż. Sion Sono – 5/10 (5,5)
361. „Atak serca” („Freelance: Ham puay… Ham phak… Ham rak mor”) (2015), reż. Nawapol Thamrongrattanarit – 8/10
362. „Miłość za sto jenów” („Hyakuen no koi”) (2015), reż. Masaharu Take – 5/10
363. „Dziecko apokalipsy” („Apocalypse Child”) (2015), reż. Mario Cornejo – 8/10
364. „Zwyczajna rodzina” („Pamilya Ordinaryo”) (2016), reż. E. W. Roy Jr. – 7/10
365. „Ederly” („Ederly”) (2015), reż. Piotr Dumała – 3/10 (3,5)
366. „Zły” („Jagat”) (2015), reż. Shanjey Kumar Perumal – 6/10 (6,5)
367. „Zapis moich zmysłów” („A Copy of My Mind”) (2015), reż. Joko Anwar – 5/10 (5,5)
368. „Nowy początek” („Arrival”) (2016), reż. Denis Villeneuve – 9/10 (8,5)
369. „Trójka” („San ren xing”) (2016), reż. Johnnie To – 7/10 (6,5)
370. „Lament” („Goksung | Gokseong”) (2016), reż. Hong-jin Na – 8/10 (7,5)
371. „Twoja i nie tylko twoja” („Dangsin jasingwa dangsinui geot”) (2016), reż. Hong Sang-soo – 5/10 (5,5)
372. „Antyporno” („Anchi poruno”) (2016), reż. Sion Sono – 5/10
373. „Światło między oceanami” („The Light Between Oceans”) (2016), reż. Derek Cianfrance – 5/10
374. „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” („Pitbull. Niebezpieczne kobiety”) (2016), reż. Patryk Vega – 7/10 (6,5)
375. „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” („Fantastic Beasts and Where to Find Them”) (2016), reż. David Yates – 6/10
376. „Paterson” („Paterson”) (2016), reż. Jim Jarmusch – 5/10 (5,5)
377. „Egzamin” („Bacalaureat”) (2016), reż. Cristian Mungiu – 7/10
378. „Snowden” („Snowden”) (2016), reż. Oliver Stone – 5/10 (5,5)
379. „Sprzymierzeni” („Allied”) (2016), reż. Robert Zemeckis – 4/10 (3,5)
***** „Serce w rozterce” („Inner Workings”) (2016), reż. Leonardo Matsuda – 8/10
380. „Vaiana: Skarb oceanu” („Moana”) (2016) (Dub), reż. Ron Clements, Don Hall, John Musker, Chris Williams – 7/10

Filmy obejrzane w kinie: 46 + 1 krótki metraż.
Seans listopada: „Nowy początek” Denisa Villeneuve’a.
Drugi seans listopada: „Windykator” Aleksieja Krasowskiego.
Trzeci seans listopada: „Atak serca” Nawapola Thamrongrattanarita.
Film listopada: „Nowy początek” Denisa Villeneuve’a.


Piękno języka w „Arrival„.

Grudzień 2016

381. „Sully” („Sully”) (2016), reż. Clint Eastwood – 6/10
382. „Bierz forsę i w nogi” („Take the Money and Run”) (1969), reż. Woody Allen – 9/10 [P]
383. „Komunia” („Komunia”) (2016), reż. Anna Zamecka – 5/10 (5,5) [doc]
384. „Dzieciństwo wodza” („The Childhood of a Leader”) (2015), reż. Brady Corbet – 7/10
385. „Kubo i dwie struny” („Kubo and the Two Strings”) (2016) (Dub), reż. Travis Knight – 7/10
386. „Underworld: Wojny krwi” („Underworld: Blood Wars”) (2016), reż. Anna Foerster – 4/10
387. „Firmowa Gwiazdka” („Office Christmas Party”) (2016), reż. Josh Gordon, Will Speck – 3/10 (3,5)
388. „Toni Erdmann” („Toni Erdmann”) (2016), reż. Maren Ade – 9/10
389. „Equilibrium” („Equilibrium”) (2002), reż. Kurt Wimmer – 6/10 (6,5)
390. „Lion. Droga do domu” („Lion”) (2016), reż. Garth Davis – 7/10 (6,5)
391. „Creative Control” („Creative Control”) (2015), reż. Benjamin Dickinson – 6/10 (6,5)
392. „Z innego świata” („Mal de pierres”) (2016), reż. Nicole Garcia – 6/10 (6,5)
393. „Tango i Cash” („Tango & Cash”) (1989), reż. Andrey Konchalovskiy, Albert Magnoli – 8/10 (7,5) [P]
394. „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie” („Rogue One: A Star Wars Story”) (2016), reż. Gareth Edwards – 6/10
395. „Nieznajoma dziewczyna” („La fille inconnue”) (2016), reż. Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne – 5/10
396. „Zagadka zbrodni” („Salinui chueok”) (2003), reż. Joon-ho Bong – 8/10
397. „My Sassy Girl | Moja niegrzeczna dziewczyna” („Yeopgijeogin geunyeo”) (2001) (Director’s Cut), reż. Jae-young Kwak – 8/10 (7,5)
398. „The Host: Potwór” („Gwoemul”) (2006), reż. Joon-ho Bong – 8/10
399. „Dobry, zły i zakręcony” („Joheunnom nabbeunnom isanghannom”) (2008), reż. Jee-woon Kim – 9/10
400. „Siedem minut po północy” („A Monster Calls”) (2016), reż. Juan Antonio Bayona – 7/10
401. „Ukryte piękno” („Collateral Beauty”) (2016), reż. David Frankel – 5/10
402. „Pasażerowie” („Passengers”) (2016), reż. Morten Tyldum – 6/10 (6,5)
403. „Tancerka” („La danseuse”) (2016), reż. Stéphanie Di Giusto – 7/10 (7,5)
404. „Wejście smoka!” („Ejdeha Vared Mishavad”) (2016), reż. Mani Haghighi – 8/10 (8,5)
405. „Dusigrosz” („Radin!”) (2016), reż. Fred Cavayé – 5/10 (4,5)
406. „Autopsja Jane Doe” („The Autopsy of Jane Doe”) (2016), reż. André Øvredal – 5/10 (5,5)
407. „Do szaleństwa” („Like Crazy”) (2011), reż. Drake Doremus – 5/10
408. „Podwójne życie” („The Beaver”) (2011), reż. Jodie Foster – 5/10

Filmy obejrzane w kinie: 19.
Seans grudnia: „Toni Erdmann” Maren Ade.
Drugi seans grudnia: „Wejście smoka!” Mani’ego Haghighi.
Film grudnia: „Toni Erdmann” Maren Ade i „Dobry, zły i zakręcony” Jee-woona Kima ex aequo.


Totalny odlot w „Ejdeha Vared Mishavad„.

Seriale:

„Ash vs Evil Dead” (sezon 1).
„Chicago Fire” (sezon 1, 2, 3 i 4).
„Game of Thrones” (sezon 6).
„The Big Bang Theory” (sezon 9 na bieżąco).
„The Walking Dead” (sezon 6 i 7 na bieżąco).
„Vikings” (sezon 4: odcinki 1-10).

Lista filmów obejrzanych w 2015 roku
Lista filmów obejrzanych w 2014 roku
Lista filmów obejrzanych w 2013 roku
Lista filmów obejrzanych w 2012 roku

Trendy:

– filmy o kryzysie męskości („Zwierzęta nocy”, „Elle”, „Klient”)
– filmy z udziałem Boga („Zupełnie inny testament”, „Święty” Blaževičiusa, „Ostatni będą pierwszymi”)
– dziwne/specyficzne filmy o stracie: „Destrukcja”, „Długie przeprosiny”, „Ukryte piękno”
– filmy o smogu („Nice Guys”, „Elle”, pośrednio „Manchester by the Sea”, dosłownie „Assassin’s Creed”)
– zgodnie z przewidywaniami kontynuacja trendu bokserskiego
– kino sci-fi i superbohaterskie
– renesans polskiego dubbingu
– rok opóźniania kinowych premier. zawsze tak było, ale jest coraz gorzej

Pamiętam, że kiedy w 2011 roku udało mi się obejrzeć 76 seansów kinowych (w tym 45 w ramach jesiennych festiwali), wydawało mi się, że to sporo i byłam z siebie bardzo dumna. W 2016 roku udało mi się przebić ten pierwszy rekord o 201 filmów (miało być 200, ale nie mogłam się oprzeć pokusie zakończenia roku horrorem;). Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie ta przebitka wciąż jest trochę niewyobrażalna. Jeśli przeciętny Polak ogląda w kinie 1 film rocznie, to w tym toku wyrobiłam normę za 276 osób. Nie ma za co.;)

+84 seanse kinowe (thank you, Cinema City Unlimited), filmów jednak o 14-16 mniej niż w zeszłym roku. Wszystko wina dwóch eksperymentów. Pierwszego z blogowaniem (nie wyrabiałam się z publikowaniem, a i tak poświęciłam na to mnóstwo czasu), drugiego z bieganiem (dość regularnie od końca kwietnia do sierpnia i sporadycznie do połowy września, na przełomie lipca i sierpnia doszły jeszcze intensywne wakacje). Żadnego z nich oczywiście nie żałuję, ale oba miały wpływ na liczbę obejrzanych filmów (miałyby większy, gdybym nie przestała biegać i nie zaczęła nadganiać) i to, że w tym roku prawie nie oglądałam seriali. No powiedzmy, że minimalizm i sprzątanie też coś mi uszczupliły, w grudniu zwłaszcza.

Najlepsze filmy 2016 roku – TOP 25:

25. Wołyń
24. Neon Demon („The Neon Demon”)
23. Atak serca („Freelance: Ham puay… Ham phak… Ham rak mor”)
22. Windykator („Kollektor”)
21. Zderzenie („Eshtebak”)
20. Nawet góry przeminą („Shan he gu ren”)
19. Służąca („Ah-ga-ssi”)
18. Bone Tomahawk
17. Cloverfield Lane 10 („10 Cloverfield Lane”)
16. Wejście smoka! („Ejdeha Vared Mishavad”)
15. Aż do piekła („Hell or High Water”)
14. Polująca z orłami („The Eagle Huntress”)
13. Nowy początek („Arrival”)
12. Viva
11. Nienawistna ósemka („The Hateful Eight”)
10. Big Short („The Big Short”)
9. Toni Erdmann
8. Nazywam się Cukinia („Ma vie de courgette”)
7. To nie są najlepsze dni mojego życia („Ernelláék Farkaséknál”)
6. Serce z kamienia („Hjartasteinn”)
5. Chevalier
4. Syn Szawła („Saul fia”)
3. Moja miłość („Mon roi”)
2. Ostatnia rodzina
1. Lobster („The Lobster”)

Tradycyjnie polecam przede wszystkim filmy ocenione od 6,5 do 10, a zniechęcam do tych od 1 do 3.

Nowa lista jest dostępna tutaj: https://esotericsurgery.wordpress.com/2017/12/31/filmy-obejrzane-w-2017-roku/

Dodaj komentarz

Filed under Film

10. Festiwal Filmowy Pięć Smaków

Trudno uwierzyć, że za nami już 10. edycja Festiwalu Pięć Smaków. Inna sprawa, że ja wzięłam udział w tej imprezie dopiero po raz szósty, po raz trzeci (aczkolwiek nie z rzędu) na poważnie (karnet) i chyba po raz pierwszy w pełni świadomie. Dopiero dziś dokładnie wiem, co warto i co mogłoby mnie zainteresować. Za każdym razem, gdy sobie uświadamiam, ile fajnych filmów z programu Pięciu Smaków bezrefleksyjnie przegapiłam (da się podejrzeć archiwalne programy. czasem to sobie robię, gdy potrzebuję się dobić;), boli mnie serce. To pierwszy edycja, po której nie będzie. No chyba że liczyć tęsknotę za festiwalem.

W kwestii formalnej: Poniżej znajdują się nie takie znowu krótkie krótkie recenzje wszystkich filmów, które obejrzałam w tym roku. Wydaje mi się, że możecie czytać śmiało. Nic się u mnie nie zmieniło, no spoilers intended. Dodam tylko, że w związku z faktem, iż nie lubię bałaganu, dla świętego spokoju wszystkie personalia zapisywałam w szyku zachodnim – od imienia do nazwiska.

img_2490

„Droga do Mandalay” („Zai jian wa cheng”) (MYA, 2016), reż. Midi Z – przyznam, że nie widziałam żadnego z wcześniejszych filmów Midiego Z (o ile dobrze liczę, było ich dotąd 5, w tym 2 dokumenty, a to jest czwarta fabuła) i tak po prawdzie nie wiem, czy żałuję. Jestem otwarta na kino niezależne, ale dotychczasowy styl reżysera (ekstremalnie minimalistyczne slow cinema nie przykładające wagi do oprawy, z jedną profesjonalną aktorką w obsadzie i pełne długich, statycznych ujęć kręconych i montowanych przez samego Midiego) zawsze mnie przerażał. „Droga do Mandalay” to pierwszy film birmańskiego twórcy zrobiony po ludzku dla ludzi;) – za pieniądze, z udziałem profesjonalistów. Tym samym w ekipie znalazło się miejsce dla montażysty Zhangke Jia – Matthieu Laclau, kompozytora Hsiao-sien Hou – Gionga Lima, doskonałego operatora Toma Fana, który nie wiadomo z którego nieba spadł (jego filmografia sugeruje, że to operatorski debiut), ale zdjęcia robi magiczne i drugiego – obok muzy reżysera Ke-Xi Wu – „prawdziwego aktora” – Kai Ko, który z powodzeniem wyszedł tu poza swoje dotychczasowe gwiazdorsko-celebryckie emploi (mówiąc wprost: to jest naprawdę dobra kreacja). Ponoć fabuła jest oparta na wydarzeniach z 1992 roku i doświadczeniach brata i siostry reżysera. No mam nadzieję, że nie dosłownie;D Główną bohaterką filmu jest 23-letnia dziewczyna, która w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i pozostawionej w kraju rodziny nielegalnie emigruje w celach zarobkowych z Mjanmy (nie wiem, jak Wy, ale ja się chyba do tej nowej nazwy Birmy nie przyzwyczaję. jeszcze, żeby Mjanmar, a tak to nawet nie ma jak tej kinematografii nazwać. bo jak? kino mjanmańskie? absurd!) do Tajlandii. Po drodze Lianqing poznaje chłopaka o imieniu Guo, który, oględnie mówiąc, niczego jej w życiu nie ułatwi. Pod względem formalnym „Droga do Mandalay” jest kinem łatwo przyswajalnym, a jednocześnie wciąż niezależnym i dalekim od mainstreamu, co moim zdaniem czyni ten obraz idealnym wyborem na pierwszy kontakt z twórczością reżysera. Na pewno powinna to obejrzeć każda młoda dziewczyna. A i chłopcom by nie zaszkodziło. 7/10

„Ostatni mistrz” („Shi fu”) (CHN, 2015), reż. Haofeng Xu – „Pięćdziesiąt twarzy Greya” w wersji kung fu. Tfu, tfu, w wersji wushu, z naciskiem na styl Wing Chun (skojarzenia z Ip Manem nieuniknione również na poziomie fabularnym). Nie no żartuję, ale tyle różnego żelastwa to dawno w kinie walki nie widziałam i jest w jego wykorzystaniu jakaś perwersja. ;D Która w człowieku nieprzyzwyczajonym może budzić niepokój, ale bardziej jednak zachwyt. Różnorodność pojawiającej się na ekranie broni białej (większości nie umiem nawet nazwać) i choreografie scen walk (gołymi rękami biją się tu rzadko, raczej się w ten sposób karcą. cokolwiek zaś robią, robią z zachowaniem wszelkich prawideł sztuki i w pełni realistycznie) to największe atuty tej produkcji. Ale biorąc pod uwagę, że reżyser sam jest adeptem wushu od 14 roku życia, w dodatku taki z niego perfekcjonista, że mimo ukończenia szkoły filmowej w 1997 roku zadebiutował dopiero w roku 2011, bo wcześniej ambitnie robił research, pisał książki, douczał się i szlifował warsztat (w efekcie sam dla siebie pisze, sam układa choreografie, sam montuje swoje filmy) czyż mogło być inaczej? Głównym bohaterem „Ostatniego mistrza” jest Shi Chen – mistrz stylu Wing Chun, który w imię obietnicy złożonej swojemu mistrzowi musi otworzyć szkołę w słynnym Tiencin (jednym z głównych chińskich ośrodków sztuk walki). Problem polega na tym, że w Tiencin jest już 19 szkół walki, które nie życzą sobie konkurencji, a mieszkańcy tych okolic nie tolerują obcych. Żeby wypełnić misję Chen musi się uciec do podstępu. Wtajemniczeni wiedzą, że Haofeng Xu jest autorem scenariusza do „Wielkiego mistrza” Kar-Wai Wonga. Od razu mówię, że „Ostatni mistrz” to zupełnie inna bajka. Nie dość, że momentalnie przechodząca od poważnego kina akcji do absurdalnej komedii (nierzadko w tę i zaraz z powrotem, i to niekoniecznie prostą drogą), to jeszcze czasem trudno stwierdzić, czy to jeszcze żart, czy taka koncepcja, a może jednak jakaś różnica kulturowa.;) Jeśli nie wyczuwacie w moim tonie wyrzutu, to dlatego że go tam nie ma. Dobrze zrobione filmy walki biorę z pocałowaniem ręki, a takie, które nie grają wedle ustalonych zasad, z jeszcze większym entuzjazmem. 7,5/10

„Tharlo” („Tharlo”) (CHN-TIB, 2015), reż. Pema Tseden – głównym bohaterem filmu jest pochodzący z powiatu Tongde (rodzinne okolice reżysera) pasterz o imieniu Tharlo (podobno jest to imię tradycyjnie nadawane, gdy rodzice życzą sobie, by dziecko było ich ostatnim. „tharlo” znaczy więc tyle co „koniec”), który po latach obywania się bez dokumentów dostaje nakaz wyrobienia sobie dowodu osobistego, co zmusza go do udania się do miasta. Na miejscu dochodzi do nieuniknionego zderzenia kultur (między miastem a prowincją jest duża przepaść cywilizacyjna), które budzi w bohaterze wiele nieuświadomionych dotąd potrzeb. Kino tybetańskie jest kinematografią bardzo młodą. Jej początki datują się bodajże na rok 2002. Reżyser „Tharlo” – Pema Tseden był pierwszym tybetańskim twórcą, który ukończył Pekińską Akademię Filmową. W samym Tybecie bywa ciężko o edukację, a co dopiero o edukację filmową. W tych okolicznościach pojawia się więc naturalna chęć wsparcia tego kina, choćby poprzez obniżenie wymagań. W przypadku „Tharlo” nie jest to jednak konieczne. Od strony technicznej nic bowiem temu filmowi nie brakuje. No prawie, bo w moim odczuciu nie jest on w ogóle zmontowany. Natomiast zdjęcia ma ładne, dobrze jest udźwiękowiony (dźwięk odgrywa tu równie ważną rolę co przyjemnie etniczna muzyka), w roli Tharlo występuje tybetański gwiazdor Shide Nyima, który wypada tu bardzo wiarygodnie. Więc co mi nie zagrało? Abstrahując od wydłużanych na siłę scen rozgrywanych w czasie rzeczywistym (po jakichś 40 minutach miałam już tego serdecznie dosyć) i faktu, iż główny bohater ma łatwość usprawiedliwiania swoich błędów niczym jakiś lud pierwotny, o dziwo, wydźwięk. Przeczytałam gdzieś, że to opowieść o narodzie rozdartym między przeszłością a przyszłością. Problem w tym, że i przeszłość, i przyszłość, wyglądają tu tak, jak gdyby namalował je rząd chiński. „Tharlo” to kino o niezaprzeczalnej wartości etnograficznej i wyraźnych walorach artystycznych, ale wciąż mam wątpliwości, komu miało posłużyć. 5/10

„Długie przeprosiny” („Nagai iiwake”) (JPN, 2016), reż. Miwa Nishikawa – tak mogłaby wyglądać „Destrukcja” Jean-Marca Vallée, gdyby była dobrym filmem. W obu przypadkach nie do końca zgadzam się z finałową konkluzją, ale w przypadku „Długich przeprosin” droga, która do niej prowadzi, jest dużo ciekawsza (daleka od sztampy), a przede wszystkim subtelniejsza (w tym aspekcie kino japońskie deklasuje produkcje amerykańskie). Głównym bohaterem filmu jest znany pisarz i celebryta – Sachio Kinugasa (w tej roli świetny Masahiro Motoki), który właśnie stracił małżonkę. Problem w tym, że jedyna żałoba, na którą Sachio stać, to ta na pokaz – wizerunkowa. Dopiero kontakt z rodziną przyjaciółki żony, która zginęła w tym samym wypadku, uruchamia w nim jakąkolwiek refleksję. Nie jestem fanką poprzedniego filmu Miwy Nishikawy, czyli „Marzeń na sprzedaż” do tego stopnia, że życzyłam jej, żeby już nie kręciła;) Dobrze, że się nie spełniło, bo „Długie przeprosiny” to film więcej niż dobry. Złożony, niejednoznaczny, świetnie zbilansowany, umiejętnie przeplatający dramat z komedią, ciepły, uciekający od taniego sentymentalizmu i bardzo dobrze zagrany. 7,5/10

Busanhaeng

„Ostatni pociąg” („Busanhaeng”) (KOR, 2016), reż. Sang-ho Yeon – cytując mojego ulubionego Marcina Krasnowolskiego (chwilami to naprawdę nie wiem, czy podczas festiwalu bardziej chodzę na te filmy, czy na jego zapowiedzi): „Jest to film o ludziach, którzy próbują uniknąć ugryzienia przez zombie i trochę kiepsko im to wychodzi”. To tak w ramach „Najkrótszych streszczeń świata”. Od siebie dorzucę nieautorską, acz wyjątkowo utrafiającą w sedno „Najkrótszą recenzję świata”: „Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie”. :D No ale ok, nie idźmy na łatwiznę. Szczęśliwie produkcji o zombie i zombiepodobnych mamy ostatnimi laty zatrzęsienie, i jeszcze szczęśliwiej nie jest tak, że wszystkie są do siebie podobne. „Ostatni pociąg” (w styczniu 2017 roku film wejdzie do polskich kin jako „Zombie express”) to wariacja nieklasyczna. Zombie przywędrowały tu od Boyle’a i z „World War Z”, aczkolwiek reżyser dorzucił też co najmniej jedną zmienną od siebie. Pod względem formalnym mamy zaś do czynienia bardziej z (cudowną, brawurową) komedią niż dramatem, lecz jednocześnie bardzo ważnym motywem jest tu tematyka społeczna. Tak samo jak w innym koreańskim hicie – „Snowpiercerze” (skojarzenie nasuwa się automatycznie) – pociąg, którym podróżują bohaterowie, stanowi symbol społecznego rozwarstwienia i klasowego konfliktu, co odzwierciedla sytuację w Korei. Sytuację, która na fali takich wydarzeń jak słynna „afera orzeszkowa”, zaczyna chyba powoli Koreańczyków uwierać. Fabularny debiut Sang-ho Yeona jest dowodem na to, że rewolucję spokojnie można zacząć na wesoło. Aczkolwiek zabierając się za ten film, pamiętajcie, że to nie Hollywood. W przeciwieństwie do Ameryki Korea rzadko bierze jeńców, a jak już bierze, to lubi się nad nimi popastwić.:D 7,5/10

„Gwiazda szeptów” („Hiso hiso boshi”) (JPN, 2015), reż. Sion Sono – bajki robotów. Choć jak już przy Lemie jesteśmy, to chyba bardziej „Dzienniki gwiazdowe”. Problem z tym obrazem polega na tym, że bardzo łatwo dorobić do niego filozofię, ale w gruncie rzeczy jest to przede wszystkim kosmiczne kino drogi będące zapisem monotonnej podróży. Akcja filmu rozgrywa się w dalekiej przyszłości, w której w wyniku nieokreślonej katastrofy ludzie stają się gatunkiem na wyginięciu, a 80% populacji stanowią maszyny. Główna bohaterka Yoko Suzuki (w tej roli żona reżysera – Megumi Kagurazaka – jedyna profesjonalna aktorka w stawce. drugie plany grają statyści z prefektury Fukushima) jest międzygalaktycznym kurierem rozwożącym po kosmosie tradycyjne przesyłki. Nie nastawiajcie się jednak na kino przygodowe. Przez większą część filmu będzie Wam dane głównie kontemplowanie cieknącego kranu (przy czym akurat rzeczony kran i sposób przedstawienia upływu czasu są tu najciekawsze) i obserwowanie „życia” toczącego się na sunącym w żółwim tempie statku. Szkoda, bo dużo ciekawsze wrażenie robi pejzaż grających w filmie zdewastowanych i wyludnionych okolic Fukushimy. „Gwiazda szeptów” to chyba jedyny seans tej edycji, z którego ludzie zwiewali w trakcie, a część osób spośród tych, które zostały, żaliła się po fakcie (recenzje z toalety), że się umęczyła. Mnie akurat bardziej niż nuda uwierało humanistyczne przesłanie (Agent Smith would not approve. i w ogóle okropnie to oklepane). Siona Sono wolę jednak w innym, bardziej niepokornym wydaniu. 5,5/10

„Atak serca” („Freelance: Ham puay… Ham phak… Ham rak mor”) (THA, 2015), reż. Nawapol Thamrongrattanarit – to chyba jeden z tych filmów, o których lepiej za dużo nie pisać, żeby ich nie zepsuć, ale jako że to prawdopodobnie najlepszy obraz tej edycji festiwalu, coś by jednak napisać wypadało. Główny bohater – Yoon – jest chorobliwie ambitnym grafikiem, dla którego sensem życia jest praca. Kolejne zlecenia realizuje kosztem snu, o racjonalnym odżywianiu nie słyszał, prywatnego życia właściwie nie posiada. Cały jego świat to kolejne projekty. Wszystko do czasu, gdy z dnia na dzień organizm odmawia mu posłuszeństwa i musi się udać do lekarza. Nie trudno zgadnąć, jakie otrzyma zalecenia. Ale czy ich realizacja jest w ogóle wykonalna? Reżyser filmu Nawapol Thamrongrattanarit ma 32 lata. Jest filmowym specem od nowych technologii, ale też freelancerem, co pozwoliło mu napisać scenariusz w oparciu o doświadczenia własne i swoich znajomych. Tajski tytuł „Freelance: Ham puay… Ham phak… Ham rak mor” w wolnym tłumaczeniu oznacza „Wolny zawód: Nie powinieneś ryzykować, nie powinieneś odpoczywać i nie powinieneś zakochiwać się w lekarzu”, aczkolwiek scenariusz był pisany z myślą o anglojęzycznym „Heart attack” jako przenośni dla choroby i miłości. Spokojnie, niezależnie od przekazu, który niosą ze sobą tytuły, w tym przypadku nie musicie się obawiać, że wpadniecie w sidła kom-romu. „Atak serca” to przede wszystkim szalenie aktualna, błyskotliwa komedia o cieniach pracy w wolnym zawodzie. Ponoć światowy rekord nieprzespanych nocy to 11 dni. Jeśli potrzebujecie się wyleczyć z pracoholizmu (bez kazań, na wesoło), to polecam! 8/10

„Miłość za sto jenów” („Hyakuen no koi”) (JPN, 2014), reż. Masaharu Take – nie chcę rozmyślać nad tym, ile mnie kosztowało obejrzenie tego filmu (między innymi 11-minutowy sprint z Muranowa na Śródmieście, żeby móc w nocy wrócić do domu), bo żal byłby jeszcze większy. Sama koncepcja wyprowadzenia gnuśnej, niedorosłej bohaterki z bezpiecznych ścian rodzinnego domu i zderzenia jej z rzeczywistością nie była zła. Jeszcze lepszym pomysłem było zatrudnienie do roli Ichiko jednej z najciekawszych japońskich aktorek młodego pokolenia Sakury Andō (pamiętna Aya Koike z „Miłości obnażonej” Siona Sono). Nie przeszkadzało mi, że poniekąd miał to być kolejny film bokserski, w dodatku z miłosnym podtekstem, bo zapowiadało się to wszystko niesztampowo. Niestety efekt końcowy okazał się nieznośny. Raz, że trudno o bardziej irytujących bohaterów (oglądając, szczerze nienawidziłam ich wszystkich), dwa, że brak tu konsekwencji w budowaniu postaci i uzasadnienia dla niektórych wątków (najbardziej powalił mnie sposób potraktowania przez twórców pewnej traumy, która przydarza się heroinie. tak trochę w myśl zasady „było, nie było, po kij drążyć temat”). Kocham dziwne fabuły, ale tej bym nie kupiła nawet za 100 jenów (na nasze 3,67 zł). 5/10

Apocalypse Child

„Dziecko apokalipsy” („Apocalypse Child”) (PHI, 2015), reż. Mario Cornejo – to prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjny film 10. edycji Pięciu Smaków. To taka konwencja, którą w zależności od indywidualnych życiowych potrzeb albo się pokocha, albo odrzuci. Głównym bohaterem filmu jest tytułowe dziecko apokalipsy. O dziwo, dosłowne. Ford to młody mężczyzna spłodzony w czasie, gdy w filipińskim Baler kręcono „Czas apokalipsy”. Wychowany bez ojca, przez przeuroczą matkę o mentalności dziecka, żyjący tak, jak wielu z nas by chciało, gdyby mogło – chwilą, bez konsekwencji i zobowiązań, pławiąc się w morzu, surfując na desce. Kusi Was taka wizja? Dzięki twórcom tego filmu będziecie mieli okazję w niej zasmakować, albowiem to jeden z tych obrazów, które naprawdę pachną morzem i słońcem (kwestia specyficznej narracji, czarownych zdjęć Ike’a Avellany i muzyki Armi Millare). To chyba mój ulubiony rodzaj slow spinu (a nawet slow flowu). Leniwy, nieskrępowany, sensualny. Przy czym wcale nie nudny, bo wesoło przegadany. Reżyser „Dziecka apokalipsy” Mario Cornejo stwierdził wprost, że jest to film o seksie, surfowaniu, opowieściach, jakie snujemy na własny temat, konsekwencjach kolonialnej przeszłości Filipin oraz przede wszystkim o ojcostwie. Ta ostatnia kwestia nie dotyczy wyłącznie Forda. Takich, co wychowywali się sami, nie potrafiących określić swoich korzeni, zagubionych i miotających się jest tu więcej. Chyba właśnie to najbardziej razi krytyków tej produkcji. Że im dalej w film, tym zderzamy się z coraz większą liczbą wątków, coraz bardziej dramatycznych (nierzadko na miarę „Niewolnicy Isaury”;), przez co przyjemne i zabawne filipińskie sundance zaczyna zalatywać mydłem. O dziwo, mnie to nie przeszkadzało. Widocznie pasował mi ten konkretny zapach.:) 8/10

„Zwyczajna rodzina” („Pamilya Ordinaryo”) (PHI, 2016), reż. Eduardo W. Roy Jr. – nie chcę rozpamiętywać tego incydentu w nieskończoność, ale nie potrafię stwierdzić, jak wpłynął na mój odbiór tego obrazu fakt, iż programerka festiwalu zdradziła nam w zapowiedzi, co się wydarzy w 1/3 i na końcu filmu. Nie mając już czym się ekscytować, oglądałam „Zwyczajną rodzinę” bardziej jak paradokument niż fabułę. Uczciwa odpowiedź na pytanie, o czym jest ta produkcja, brzmi: o realiach życia na ulicznych kartonach, a dokładniej o dwójce biednych dzieci próbujących wychowywać na ulicach Manili noworodka. Tyle mogę Wam zdradzić, nie zdradzając nic właściwie więc w żaden sposób Wam nie szkodząc. Muszę przyznać, że jestem lekko zafascynowana osobą reżysera – Eduarda Roya Juniora. Może nie ma nic dziwnego w tym, że ot tak sobie przeszedł od pisania i kręcenia telenowel do poważnych fabuł o dokumentalnym zacięciu (w końcu z wykształcenia jest dekoratorem wnętrz, a zawodowo kręci filmy więc może po prostu już tak ma, że jest wszechstronny), ale to, jak szybko się odnalazł w tych drugich i techniczna jakość jego dzieł, naprawdę robią wrażenie. Film nakręcono w prawdziwych ulicznych warunkach, długimi ujęciami, trochę po partyzancku, aczkolwiek bez przesady. Zdjęcia są bardzo dobre i świetnie jest to wszystko zmontowane (obok tradycyjnych zdjęć, film wykorzystuje także znakomicie wplecione w całość ujęcia z kamer monitoringu), a prosta historia broni się swą prostotą, dynamiką i świeżym, przekonującym aktorstwem. Brawa należą się zwłaszcza odtwórczyni roli Jane – Hasmine Killip.7/10

„Zły” („Jagat”) (MAS, 2015), reż. Shanjey Kumar Perumal – wielką zaletą festiwali filmowych jest to, że serwują widzom perełki, których w normalnej dystrybucji nijak się nie zobaczy. „Zły” Shanjheya Kumara Perumala jest właśnie takim białym krukiem. Malezyjskich filmów tamilskich kręci się w Malezji mniej niż 10% rocznie. Przy czym to, co powstaje, to głównie produkcje rozrywkowe. Na filmy dotykające poważniejszych tematów trudno zdobyć pieniądze. Dość powiedzieć, że fabularny debiut Perumala (reżyser jest także twórcą dokumentów) powstawał 10 lat (pomysł zrodził się w 2004 roku, prace nad filmem wystartowały w 2005 roku, a premiera skończonego obrazu odbyła się w roku ubiegłym). Akcja filmu rozgrywa się w latach 90. XX wieku (początkowo obraz miał być osadzony w latach 80., ale taniej było opóźnić czas akcji. wystarczającym problemem był już fakt, że dzisiejsza Malezja jest tak zindustrializowana, że nie wygląda tak jak kiedyś, przez co by móc odtworzyć realia, trzeba było kręcić w kilkunastu lokacjach w różnych stanach) i z jednej strony opowiada historię zbuntowanego przeciw systemowi edukacji bystrego i uzdolnionego artystycznie 12-letniego chłopca (ten wątek jest poniekąd autobiograficzny. pojawiają się w nim osoby, które reżyser znał i sytuacje, które się w jego życiu wydarzyły), a z drugiej – historię jego ciężko pracującego ojca i skłaniających się ku gangsterce stryjków (ta część nawiązuje stylistyką do twórczości Johnniego To i hinduskiego kina akcji). Tamilowie żyją w Malezji od ponad 200 lat. Sprowadzili ich Brytyjczycy do pracy na plantacjach. Można też spokojnie powiedzieć, że w XIX wieku to oni budowali kraj. W chwili odzyskania przez Malezję niepodległości zostali jednak pozostawieni samym sobie, co zmusiło ich do podejmowania trudnych decyzji. „Zły” (wbrew temu, co się wydaje, tytuł nie odnosi się do konkretnej osoby, lecz do systemu) ukazuje część problemów tamilskiej mniejszości na przykładzie losów jednej rodziny przedstawionych pół żartem, pół serio. O ile z naszej perspektywy taka kompozycja może się wydawać nienajszczęśliwsza (trochę zbyt to karykaturalne, by móc traktować ten obraz poważnie), o tyle na rynku malezyjskim sprawdziła się idealnie. „Zły” jest pierwszym filmem w języku tamilskim, który zdobył nagrodę dla najlepszego filmu malezyjskiego. Ja na pewno zapamiętam z tej projekcji uroczego małego anarchistę, rozbrajające triady i rewelacyjną ścieżkę dźwiękową (na którą składa się między innymi muzyka eksperymentalna i prawdopodobnie jedyny blues, jaki jestem w stanie zaakceptować, a nawet pokochać). 6,5/10

„Zapis moich zmysłów” („A Copy of My Mind”) (IDN, 2015), reż. Joko Anwar – muszę przyznać, że im dłużej myślę o tym filmie, tym bardziej nie mogę się zdecydować, czy się nie udał, czy też jest genialny. Główna bohaterka „Zapisu moich zmysłów” – Sari – pracuje w salonie kosmetycznym, a po godzinach namiętnie ogląda filmy (przy czym preferencje ma dość specyficzne. najbardziej lubi obrazy w stylu „Megarekin kontra krokozaurus”). Problem w tym, że pasja ta jest chorobliwa, i to do tego stopnia, że filmy często kleją się dziewczynie do rąk, z czego wynikają nie zawsze miłe konsekwencje. Wydaje się, że film Joko Anwara to przede wszystkim film o miłości. Romantycznej, do kina i chyba też do miasta (reżyser twierdzi, że miał to być hołd dla jego rodzinnej Jakarty). 2/3 tej produkcji to spokojna, chwilami mocno się dłużąca mieszanka obyczajówki z romansem. Gdzieś tam w tle majaczy problematyka polityczno-społeczna (w naturalny sposób kojarząca się z dokumentami Oppenheimera), ale wątek ten sprawia wrażenie doklejonego na siłę, zaledwie prześlizgującego się po temacie, niepotrzebnego. W tym kontekście powiedziałabym, że film autorowi nie wyszedł i nie spełnił swojej funkcji. Tylko czy aby na pewno? :) Z kina wyszłam zmęczona, ale jednocześnie zaskoczona tym, że „Zapis moich zmysłów” w ogóle przeszedł przez indonezyjską cenzurę. Wszak cała końcówka filmu wyraźnie nawołuje do rewolucji. A co jeśli Anwar zrobił tu to samo co jego bohaterka – sprzedał zaangażowany przekaz w innym opakowaniu? Co jeśli wszystko to, co wydawało nam się fabułą, to tylko pretekst i zasłona dymna? Gdybym mogła mieć pewność, że to coś więcej niż moja dzika nadinterpretacja, ocena byłaby wyższa. 5/10

„Trójka” („San ren xing”) (HKG/CHN, 2016), reż. Johnnie To – wydaje Wam się, że mieliście zły dzień? Doktor Tong z całą pewnością miała gorszy, i to jeszcze zanim do jej szpitala trafił ranny groźny przestępca, za którym przycwałował oddział policji. Jakby nie miała dość zawodowych zmartwień, złośliwy los zamiast funkcji lekarza przeznaczył jej rolę rozjemcy między superinteligentnym kryminalistą i agresywnym detektywem. Brzmi całkiem poważnie, prawda? A to jeden absurd jest, i to taki, na który może sobie pozwolić tylko ktoś pokroju Johnniego To czy Johna Woo. Debiutantowi by coś takiego na sucho nie uszło. Absurdalne kino akcji to w przypadku To nie pierwszyzna, i choć „Trójka” nie dorównuje mojemu ulubionemu „Fulltime Killerowi”, chyba właśnie w tej odsłonie najbardziej reżysera lubię. Jeśli coś mi w tym filmie wybitnie nie leżało, to stanowczo aktorstwo. Kiedyś To współpracował z o wiele lepszymi aktorami – Andym Lauem, Simonem Yamem, Yun-Fat Chowem etc. Tutaj na uwagę zasługuje jedynie Wallace Chung w roli sprytnego złodzieja. Louis Koo jako inspektor wypadł dziwnie, a odtwarzająca doktor Tong Wei Zhao (teoretycznie największa gwiazda tej produkcji) – bardzo słabo (widać to, co sprawdza się w kinie wuxia, rzadko sprawdza gdzie indziej). Wydaje się, że „Trójka” została nakręcona głównie dla słynnej już, fantastycznej sceny strzelaniny, mnie jednak o wiele bardziej zachwyciła wchodząca w skład tej samej sekwencji scena akrobatyczna. Na końcową ocenę mógł też rzutować fakt, iż film obejrzałam w cudownym tłumaczeniu pani Marii Frączek. Wiernym, ale umiejętnie zaadaptowanym do polskich warunków, co zaowocowało takimi uroczymi kwestiami jak „Mamy przejebane jak stąd do Radzymina”.:D 6,5/10

Goksung

„Lament” („Goksung | Gokseong”) (KOR/USA, 2016), reż. Hong-jin Na – nie będę się za bardzo produkować na temat tego obrazu, bo generalnie w tym przypadku zasada jest taka, że im mniej się dowiecie przed seansem, tym dla Was lepiej. Co powinniście wiedzieć: Film jest długi (trwa ponad 2,5 godziny) i jest koreańskim thrillerem mistycznym, zagadką zbrodni i opętania. Tak jak poprzednie obrazy Hong-jina Na miejscami „Lament” jest dość drastyczny. Co możecie wiedzieć: Chwilami film ociera się o horror, to znów popada w czarną komedię. Warto oglądać go uważnie, bo rozwiązanie zagadki wcale nie jest oczywiste. Nie jest też jednoznaczne. Nie będzie wielkim spoilerem, jeśli powiem, że głównym bohaterem filmu jest niezbyt bystry policjant Jong-goo, którego głównym zadaniem w przerastającym jego możliwości śledztwie jest odróżnienie prawdy od kłamstwa, jawy od snu. Widzowie muszą sprostać temu samemu wyzwaniu. Pierwszym dziełem Na, który dane mi było zobaczyć, było „Morze Żółte”. Już wtedy wyszłam z kina z wielkim WOW, czując, że będzie z tego miłość. Nadrobione w tym roku „W pogoni” utwierdziło mnie w tym przekonaniu, a „Lament” ostatecznie przypieczętował awans Hong-jina do grona moich najulubieńszych reżyserów. Oryginalnych i odjechanych thrillerów w koreańskim kinie nie brakuje (ostatnimi czasy Korea jawi się jako centrum wszechświata w temacie kina gatunkowego). Jednakowoż nie każdy reżyser jest równie dokładny, wręcz drobiazgowy, nie każdy potrafi tak swobodnie i precyzyjnie miksować gatunki i konwencje, nie każdy umie utrzymać widzów przez ponad 2 godziny w pełnym napięciu i oczarowaniu. Mój prywatny zachwyt nad „Lamentem” spotęgowała jeszcze festiwalowa tłumaczka – Maria Frączek, zwłaszcza kreatywnymi przekleństwami (IMO „Do chuja wafla!” czy „Jak bonie dydy!” pasują tu jak lody do szarlotki:). Polski dystrybutor – Mayfly – wprowadził tę produkcję do kin w tak ograniczonym stopniu (prawie nigdzie tego nie grają. wiem jedynie o 4 weekendowych seansach w warszawskim kinie Elektronik), że pozostaje liczyć na to, że wyda też „Lament” na DVD. Satysfakcja gwarantowana więc nie przegapcie! 7,5/10

„Twoja i nie tylko twoja” („Dangsin jasingwa dangsinui geot”) (KOR, 2016), reż. Sang-soo Hong – jeśli kiedykolwiek słyszeliście o Sang-soo Hongu, to pewnie słyszeliście też, że porównuje się go do Woody’ego Allena. W moim odczuciu całkiem słusznie, z zastrzeżeniem, że jest to taki Allen, który mógłby startować w konkursie festiwalu Sundance. Bez zdradzania Wam szczegółów twistu, mogę powiedzieć, że głównymi bohaterami filmu są stateczny Young-soo i żywiołowa Min-jung. Z pozoru bardzo szczęśliwa, zakochana w sobie para, której jedynym problemem są przyjaciele mężczyzny co i rusz opowiadający mu niestworzone rzeczy na temat jego dziewczyny. Chcąc nie chcąc, w którymś momencie Young-soo zacznie się zastanawiać, a reżyser tak pokieruje fabułą, że zastanawiać będziemy się wszyscy, mniej lub bardziej przy tym głupiejąc. To, czy „Twoja i nie tylko Twoja” jest filmem udanym, czy może jednak niekoniecznie, jest kwestią indywidualnego odbioru. Ja tam nie jestem fanką scenariuszy pisanych na kolanie w trakcie kręcenia i interpretacji na poczekaniu, nie bardzo podoba mi się zakończenie i to, co z niego wynika (nie wiem, czy filmy mogą być zbyt feministyczne, ale mnie jako humanistce zapaliła się lampka), w dodatku takie nagromadzenie żałosnych facetów i jojczących dialogów chwilami odbijało się na moim życiu i zdrowiu;) Sam filmowy trolling uważam jednak za wybitny. Nie musi mi pasować jego wydźwięk, ale trudno nie docenić takiej wirtuozerii. 5,5/10

„Antyporno” („Anchi poruno”) (JPN, 2016), reż. Sion Sono – 20 listopada 1971 roku zagrożona bankructwem japońska wytwórnia Nikkatsu (dotychczas specjalizująca się w kinie samurajskim i policyjno-gangsterskim) wypuściła pierwszy film erotyczny z serii „Roman Porno” (produkcje te charakteryzowały się 7-dniowym okresem zdjęciowym, niskim budżetem i obowiązkową sceną seksu góra co 10 minut). W sumie nakręcono ponad 1000 takich obrazów. Przestano je produkować, gdy nastała era VHS-ów. Jednak w związku z 45 rocznicą powstania serii, Nikkatsu postanowiła zaprosić 5 prominentnych reżyserów (w tym Nakatę i Sono) do nakręcenia filmów jubileuszowych. Sion Sono z marszu odrzucił wszystkie zasady, którymi rządziły się erotyki Nikkatsu, poza ostatnią. Zadbał jednak, żeby w pokazywanych scenach seksu nie było nic atrakcyjnego. „Antyporno” to film-eksperyment – krytyczne spojrzenie na funkcjonowanie kobiet w popkulturze i w japońskim społeczeństwie. Mimo iż teoretycznie mamy tu konkretną bohaterkę, trudno stwierdzić, kim jest naprawdę i jaka jest w rzeczywistości, bo też i nie sposób orzec, co tu jest rzeczywistością. Pod względem formalnym mamy tu do czynienia z bardzo teatralnym i pełnym irytujących powtórzeń (jak kocham takie zabiegi u Wyrypajewa, tak te okazały się bardzo ciężkostrawne) kinem artystycznym, które niebezpiecznie ociera się o niezbyt szczery manifest (nie ma to jak opowiadać o wykorzystywaniu, wykorzystując). Nie nazwałabym „Antyporno” pretensjonalnym gównem, ale z całego seansu we wdzięcznej pamięci zachowam jedynie scenę z tortem i zabutelkowaną jaszczurkę.5/10

***

Mój ranking obejrzanych filmów:

01. „Atak serca”
02. „Dziecko apokalipsy”
03. „Lament”
04. „Ostatni pociąg”
05. „Długie przeprosiny”
06. „Ostatni mistrz”
07. „Zwyczajna rodzina”
08. „Droga do Mandalay”
09. „Trójka”
10. „Zły”
11. „Gwiazda szeptów”
12. „Twoja i nie tylko twoja”
13. „Zapis moich zmysłów”
14. „Tharlo”
15. „Antyporno”
16. „Miłość za sto jenów”

Dwa słowa na temat rozstrzygnięć oficjalnych: W sekcji konkursowej Nowe Kino Azji zwyciężyło „Dziecko apokalipsy” Mario Cornejo, a wyróżnienie przypadło „Zwyczajnej rodzinie” Eduarda Roya Juniora. Nagroda jury NETPAC zgodnie z przewidywaniami powędrowała do „Tharlo” (kto miał okazję posłuchać zapowiedzi Mary Matty przed seansem „Tharlo” drugiego dnia festiwalu, wiedział już, że tak to się skończy). Z werdyktem People’s Jury wyjątkowo się zgadzam, werdykt jury NETPAC rozumiem (wszak zadaniem tej organizacji jest wspieranie i promowanie zwłaszcza takiego kina, które samo się nie wypromuje).

Największym atutem Festiwalu Pięć Smaków są, jak wiadomo, filmy. Starannie wyselekcjonowane, często trudno osiągalne, zawsze intrygujące. Przy czym warto zauważyć, że festiwal nie kręci nosem na dobrą rozrywkę i oprócz dzieł artystycznych i zaangażowanych serwuje widzom również perełki kina gatunkowego. Świetną sprawą są jednak także puszczane przed filmami oryginalne azjatyckie reklamy. Tak inne od zachodnich, czym wzbudzają we mnie zawsze masę refleksji i pytań.

Czy reklamy naprawdę muszą się posługiwać niewyrafinowaną wersją języka rodzimego, żeby do odbiorców dotarł przekaz?

Czy reklamy muszą być krótkie i przyziemnie, bo tego właśnie oczekują odbiorcy?

Czym jest normalność (zwróćcie uwagę, w kogo zamienia ludzi Snickers!)? Bo mnie wychodzi, że w kulturze zachodu – przeciętnością, a w Azji – wyjątkowością, jaka by ona nie była.

Jak świadczy o nas fakt, że większość polskich reklam jest siermiężna, żenująca i nudna?:)

Moim prywatnym sposobem na przedłużenie sobie festiwalu było poświęcenie ponad 2 tygodni na wyrzeźbienie tej relacji.;P Ale są też normalniejsze metody. Najlepszą wydaje się lektura (już na etapie czytania o kinie koreańskim mogę powiedzieć, że świetnej) książki „Cicha eksplozja” wydanej przez festiwal, Fundację Sztuki Arteria i Korporacją Ha!art, i rzucenie się do nadrabiania filmów, o których w niej mowa. Dobre emocje zawsze wywołują we mnie także wspaniałe festiwalowej torby, które da się jeszcze kupić, jakby ktoś chciał. Tylko ostrzegam, że jak już kupicie jedną, to za parę lat możecie się obudzić z całą kolekcją. Ja już czekam na, miejmy nadzieję bardzo kolorowego, koguta. No i oczywiście na 11. edycję.

Oraz wielkie dzięki dla Oyakaty za dożywianie, ale biorąc pod uwagę, na jakiego żarłoka wyszłam, chyba już nigdy nic na tym festiwalu nie zjem.;D

Dodaj komentarz

Filed under Film

Kinowe podsumowanie tygodnia: 24-30 października 2016

„Ja, Daniel Blake” („I, Daniel Blake”) (UK/FRA/BEL, 2016), reż. Ken Loach – głównym bohaterem filmu (zdobywcy tegorocznej Złotej Palmy w Cannes) jest Daniel Blake – brytyjski stolarz, który po świeżo przebytym zawale serca musi udowodnić państwu, że jest niezdolny do podjęcia pracy. Wydaje się, że to bardzo proste, zwłaszcza w świetle istnienia precyzyjnych lekarskich orzeczeń, a jednak na filmowych Wyspach nikomu łatwo nie jest. Zwłaszcza tym, którzy stoją pod ścianą. Tak, to nie jest film wyłącznie o Danielu. Takich przypartych jest tu więcej. Chciałoby się zarzucić Loachowi, że przerysował, ale ja tu naprawdę nie widzę żadnej sytuacji i sceny (włącznie ze „streetartową”), która nie mogłaby zaistnieć i nie zaistniała już w rzeczywistości. U nas też nie jedna osoba bez ręki czy nogi musiała udowadniać, że należy jej się renta, instytucje świadczące usługi publiczne poprzenosiły się z komunikatami do Internetu (kogo obchodzą starsi i ubodzy, którzy nie mają do niego dostępu), a żeby dotrzeć do ludzi, trzeba się uciekać do happeningów (i tak, jeśli dzieje się coś, co można nagrać smartfonem, ludzie często przystają). Loach z Lavertym (scenarzysta) nie wzięli filmowych zmagań z głowy, tylko z real life’u. Owszem, zmiksowali to wszystko w jedną całość i siłą rzeczy skupili się na negatywach (nie wiem, ile musiałby trwać tego typu film, żeby mógł uwzględnić wyjątki od reguły; nie wiem też, czy to nie jest raczej pole do popisu dla dokumentu; fabuły kręci się raczej po to, by unaocznić istnienie problemu). To napisawszy, dodam, że największym atutem tego filmu wcale nie jest autentyzm (autentyzm był też u Dardenne’ów w „Dwa dni, jedna noc”, gdzie trochę zabrakło siły nośnej), lecz czarny, absurdalny humor, który towarzyszy potyczkom Blake’a (rolę Daniela z powodzeniem odgrywa brytyjski artysta stand-upowy Dave Johns) i ikra, z jaką twórcy opowiadają tę historię. Nie wystarczy mieć ideę, trzeba też zadbać o to, żeby przekaz dotarł. Ten na bank dotrze. 8/10

„Prosta historia o morderstwie” („Prosta historia o morderstwie”) (POL, 2016), reż. Arkadiusz Jakubik – to drugi film wyreżyserowany przez Arkadiusza Jakubika. Nie mówię, że powinien pozostać przy aktorstwie, ale być może nigdy nic z tego nie będzie. Oczywiście nie przesądzam, bo biorąc pod uwagę wszystkie mankamenty tego obrazu, nawet nieźle się go ogląda. Trochę dzięki klimatowi, trochę dzięki aktorom. Film zaczyna się od morderstwa. To jest ten moment, w którym trzeba mieć pewność, że wykładając karty na stół, ma się jakiegoś asa w rękawie. Jakubik bardzo starał się kluczyć, ale moim zdaniem nie miał. Nie mam nic przeciwko przenikającym się planom czasowym i retrospekcjom, ale to, co dostajemy w tych drugich, to istne „Barwy szczęścia” (trochę nadużywam imienia tego serialu ostatnio, ale uważam, że ten tytuł ma pod sobą wszystkie tytuły telenowel świata i spokojnie może być synonimem gatunku). Jakby tego było mało, w ten przeplatający się warkocz toczącego się śledztwa i poprzedzających je problemów rodzinnych głównego bohatera, reżyser wplata dziwne psychodeliczne ujęcia wysokich traw, bluszczu porastającego dom i tym podobnych (trudno oddać specyfikę tego zabiegu słowami; trzeba to usłyszeć i zobaczyć; jeśli to miał być Lynch, to oj, nie wyszło). Efekt końcowy przewyższa poziomem typowy odcinek standardowego polskiego serialu kryminalnego, ale nie aż tak bardzo. 5/10

„Jack Reacher: Nigdy nie wracaj” („Jack Reacher: Never Go Back”) (USA/CHN, 2016), reż. Edward Zwick – łamiąca wiadomość: Tom się w końcu zestrzał! o_O Nie no, nie martwcie się, nadal skacze po dachach itp. Jednak wygląda tak, że człowiek zaczyna się o niego martwić, a i ruchy już nie te. Wiem od przyjaciółki, że istnieje książka o takim samym tytule co filmowy (18 tom cyklu o Jacku Reacherze). Film poza zarysem fabuły nie ma z nią zbyt wiele wspólnego. To raczej dobrze dla książki, bo produkcja Zwicka jest napisana katastrofalnie. Tak bardzo, że aż zapamiętałam nazwisko męczenniczki, która była zmuszona to tłumaczyć. Agata Deka. Wiadomo, że żadna praca nie hańbi, ale współczuję mimo wszystko. Nic się tu nie klei, nic nie grzeszy cieniem logiki, a dialogi są tak suche i karykaturalne, że ma się wrażenie, iż pisał je Steven Segal (i wcale nie jestem pewna, czy go w tym momencie nie obrażam). Co jest oczywiście ogromną filmową wadą z tych nie do pokrycia, ale też w myśl zasady, iż złe filmy są w stanie się obronić tylko wtedy, gdy są konsekwentnie złe, potrafi dostarczyć sporo rozrywki. Przyznaję bez bicia, że od momentu, w którym zaakceptowałam fakt, iż film ten nie będzie nawet w ułamku tak przyzwoity jak „Jack Reacher: Jednym strzałem”, bardzo niegodziwie się na tym ubawiłam. Może nie wystarczająco dobrze, by wybaczyć mankamenty i przełknąć okropną końcówkę, ale dość, by zawyżyć ocenę. Żeby nie było, że nic mi się tu nie podobało, powiem: Patrick Heusinger. Taka budżetowa wersja Eda Skreina, ale skoro już nic innego, to przynajmniej miło popatrzeć. 4/10

„Doktor Strange” („Doctor Strange”) (USA, 2016), reż. Scott Derrickson – ach, jaki zły był trailer tego filmu! Tak zły, że idąc na seans, spodziewałyśmy się kina klasy B i bajeczki dla 10-latków (cytując koleżankę Kulikowską: „Nie możesz być chirurgiem, zostań magikiem!”). Ach, jaki wielki był nasz sceptycyzm! Tak wielki, że pocieszałam się, że obejrzę to „za darmo”, a krytyków, którzy widzieli to parę dni wcześniej i piali z zachwytu, podejrzewałam o regularny trolling. Ach, jak bardzo się ucieszyłyśmy, gdy okazało się, że to jednak nie ściema. „Doktor Strange” Derricksona (może to jest myśl; może „marvele” powinni kręcić tacy ludzie jak Wingard czy Wan) to wypisz wymaluj „Matrix”, tylko na odwrót i „Incepcja” taka, że Nolan może się schować (dla takich koncepcji wymyślono efekty specjalne i właśnie tak należy je stosować), a w oku tego magicznego cyklonu króluje uroczy neurotyk, perfekcjonista i racjonalista, którego zdrowy sceptycyzm, w pełni dorównujący naszemu, potrafi rozbawić do łez, a jednocześnie utrzymać całe widowisko w ryzach. Strange Cumberbatcha to istny Tony Stark 2.0. Jeśli lubicie tego drugiego, będziecie zachwyceni. Jeśli go nie znosicie, będziecie zachwyceni podwójnie. :P Pole do popisu ma Benedict tym większe, że niezbyt dobrze rozpisano partię jego adwersarza – Kaeciliusa (szkoda Madsa; ale przynajmniej super tu wygląda i miał okazję robić własne stunty). Tę, być może jedyną, wadę tej produkcji pokrywają jednak smaczki, w tym postać bibliotekarza Wonga:) Disclaimer no. 1: Lojalnie uprzedzam, że jeden z bohaterów ma na imię Mordo. Jak Wam się trafią na sali pijane jednostki, będziecie mieć „wesoło”. Disclaimer no. 2: Oczywiście są 2 post-credity, tak że nie bądźcie frajerami i nie wychodźcie. 8/10

„Historia Marii” („Marie Heurtin”) (FRA, 2014), reż. Jean-Pierre Améris – powiem szczerze, że nawet dziś edukacja osób głuchoniewidomych wydaje mi się przedsięwzięciem niezwykle karkołomnym, a przecież dużo łatwiejszym niż 120 lat temu. Marie Heurtin – głuchoniewidoma dziewczynka z Vertou i siostra Marguerite należąca do francuskiego zgromadzenia Córek Mądrości istniały naprawdę. Spotkały się w 1895 roku (w filmie jakieś parę lat później). Nie był to pierwszy przypadek podjęcia próby edukacji osoby upośledzonej wzrokowo i słuchowo (prawdę mówiąc pod koniec XIX wieku temat był już od nastu lat na tapecie, w paru krajach istniały szkoły zajmujące się takimi osobami), trudno powiedzieć, że był to przypadek szczególny. Dość ciekawa i autorska była za to metoda nauczania wypracowana przez siostrę Marguerite. Film Jean-Pierre’a Amérisa nie jest nowatorski i nie ustrzega się schematyczności, ale też nie popada w telewizyjność i przeckliwioną hollywoodzkość (nawet jeśli chwilami balansuje na granicy). Ciekawą, w Polsce raczej nieznaną historię (najbardziej fascynuje oczywiście ludzki pęd ku słowu i potrzeba ekspresji), sprzedaje przy pomocy dobrych kreacji aktorskich (na szczególne wyróżnienie zasługuje głuchoniema Ariana Rivoire, dla której był to pierwszy kontakt z kamerami filmowymi) i ładnej oprawy (zdjęć Virginie Saint-Martin i muzyki Sonii Wieder-Atherton). Ostrzegam: wzrusza. 5,5/10

filmy-ja-daniel-blake-prosta-historia-o-morderstwie-jack-reacher-2-doktor-strange-historia-marii

Dodaj komentarz

Filed under Film

32. WFF: Moje plany festiwalowe i polecanki

Swój tegoroczny grafik festiwalowy opracowałam grubo ponad tydzień temu, ale wolałam się nim nie chwalić, dopóki nie będę miała biletów w ręku. Już mam więc lecimy.

Jako iż w tym roku wyjątkowo nie dam rady obejrzeć wszystkich swoich must-see (akurat te najbardziej wyczekiwane filmy będą grane tylko raz albo złośliwie kolidują ze sobą), pozwólcie że najpierw napiszę, na co się wybieram i dlaczego, a potem Wam kilka rzeczy polecę (również takich, na które bardzo chciałabym pójść, a dotrzeć nie dam rady).

Dotychczas swoje plany festiwalowe sygnalizowałam zawsze opublikowaniem grafiku więc może od tego zacznę:

07.10 (pt.) Dzieciak | Multikino Złote Tarasy | M2, 16:00 – 17:38
07.10 (pt.) Plac zabaw | Multikino ZT | M4, 18:45 – 20:07
07.10 (pt.) Za górami, za wzgórzami | Kinoteka | K3, 21:00 – 22:30
08.10 (so.) Dziennik maszynisty | Kinoteka | K4, 11:00 – 12:30
08.10 (so.) We krwi | Multikino ZT | M3, 14:00 – 15:44
08.10 (so.) Toril | Multikino ZT | M4, 16:15 – 17:45
08.10 (so.) Zabliźnione serca | Multikino ZT | M1, 18:30 – 20:45
08.10 (so.) Honorowy obywatel | Multikino ZT | M1, 21:00 – 22:57
09.10 (nd.) Zaraza we wsi Karatas | Kinoteka | K4, 11:00 – 12:20
09.10 (nd.) 5 października + Dziennik weselnego fotografa | Kinoteka | K3, 13:30 – 15:02
09.10 (nd.) Księżyc w dwunastym domu | Kinoteka | K2, 16:30 – 18:19
09.10 (nd.) Matka | Kinoteka | K2, 19:00 – 20:40
09.10 (nd.) Potwór z Martfű | Multikino ZT | M3, 21:30 – 23:28
10.10 (pn.) Gukoroku – Ślady grzechu | Multikino ZT | M4, 16:15 – 18:15
10.10 (pn.) Między nami | Multikino ZT | M3, 19:00 – 20:33
10.10 (pn.) Księżycowe kundle | Multikino ZT | M2, 21:00 – 22:30
11.10 (wt.) Ciemność | Multikino ZT | M3, 19:00 – 20:32
11.10 (wt.) Nauczycielka | Multikino ZT | M1, 21:00 – 22:40
12.10 (śr.) Kraina małych ludzi | Multikino ZT | M4, 16:15 – 17:38
12.10 (śr.) Prawdziwe zbrodnie | Multikino ZT | M1, 18:30 – 20:10
12.10 (śr.) Serce z kamienia | Multikino ZT | M3, 21:30 – 23:40
13.10 (cz.) Zwariować ze szczęścia | Multikino ZT | M1, 18:30 – 20:26
13.10 (cz.) W środku wulkanu | Multikino ZT | M1, 21:00 – 22:26
14.10 (pt.) To nie są najlepsze dni mojego życia | K2, 16:30 – 17:51
14.10 (pt.) Dobry dzień, żeby umrzeć | Kinoteka | K1, 18:30 – 19:57
14.10 (pt.) To tylko koniec świata | Multikino ZT | M1, 21:00 – 22:37
15.10 (so.) Album | Kinoteka | K2, 14:00 – 15:44
15.10 (so.) Zderzenie | Kinoteka | K3, 16:00 – 17:37
15.10 (so.) Bez Boga | Kinoteka | K3, 18:30 – 20:09
15.10 (so.) Psy | Kinoteka | K7, 21:00 – 22:44
16.10 (nd.) Nazywam się Cukinia | Multikino ZT | M3, 14:00 – 15:06
16.10 (nd.) Polująca z orłami | Kinoteka | K3, 16:00 – 17:27
16.10 (nd.) Błogosławione korzyści | Multikino ZT | M2, 18:30 – 20:05
16.10 (nd.) Odyseja | Multikino ZT | M1, 21:00 – 23:02

img_2331

A teraz pokrótce dlaczego tak:

„Dzieciak” („Le fils de Jean”) (FRA/CAN, 2016), reż. Philippe Lioret – nie był to dla mnie film pierwszego wyboru, ale w miarę możliwości starałam się wcisnąć w grafik tyle filmów z Konkursu Międzynarodowego, ile się dało. „Dzieciak” to film o młodym Francuzie, który dowiaduje się, że miał w Kanadzie ojca. Lioret to reżyser wielokrotnie nagradzany, jego film „Welcome” zdobył na WFF-ie w 2009 roku Nagrodę Publiczności, lubię kino rodzinne, dzięki Dolanowi kino kanadyjskie dobrze mi się kojarzy, a po cichu liczę też na bajeczne widoki więc ryzyk fizyk. Więcej na temat filmu tutaj.

„Plac zabaw” („Plac zabaw”) (POL, 2016), reż. Bartosz M. Kowalski – jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich produkcji w tym roku. Nawet nie doczytuję szczegółów, bo się napaliłam i nie chcę sobie filmu zespoilować. W 2014 roku Bartosz M. Kowalski i Stanisław Warwas dostali za ten scenariusz Nagrodę Główną Script Pro, a sam Kowalski właśnie zdobył Nagrodę za debiut reżyserski na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Więcej na temat filmu tutaj.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under Film