Category Archives: Muzyka

O muzyce.

10 najlepszych ścieżek dźwiękowych 2015 roku

Muzykę filmową uwielbiam od zawsze i słucham jej sporo. Do głowy by mi jednak nie przyszło przesłuchiwanie wszystkiego, co ukazuje się na rynku (już wystarczy, że z oglądaniem filmów i seriali się nie wyrabiam;). Poniższa lista nie jest więc żadnym poważnym podsumowaniem roku, a zbiorem moich zeszłorocznych zachwytów. Jako że w poprzednich latach nie publikowałam takiego zestawienia, trudno mi było przyjąć odpowiednie kryteria. Ostatecznie doszłam do wniosku, że powinny one konweniować z tymi, którymi kieruję się przy wyborze najlepszych filmów roku. Tym samym w grę wchodziły ścieżki dźwiękowe do filmów, które widziałam w szerszej lub węższej dystrybucji (regularnej, festiwalowej, przedpremierowej, DVD itp.) w minionym roku. Ze względu na przyjęte zasady na liście nie zmieściły się takie fantastyczne ilustracje jak soundtrack do „Whiplash” czy score Antony’ego Partosa do „Rover” (filmy te weszły do oficjalnej dystrybucji w styczniu, ale ja widziałam je w roku 2014 więc OST-y do nich znalazłyby się w ubiegłorocznym podsumowaniu), za to zostały w nim ujęte ścieżki dźwiękowe do filmów, które (w 2015 roku) nie miały jeszcze lub też w ogóle nie będą miały kinowej premiery w Polsce.

10. „Tajemnice Bridgend” („Bridgend”) (2015), kompozytor: Mondkopf (aka Paul Régimbeau) – od czasu, gdy Trent Reznor i Atticus Ross skomponowali oscarową ścieżkę dźwiękową do „The Social Network”, a rok później jeden z najwybitniejszych score’ów w historii kina/muzyki/wszechświata, czyli muzykę do „Dziewczyny z tatuażem”, żyję w poczuciu, że nikt nie potrafi dostarczyć tak dobrych ilustracji muzycznych jak twórcy muzyki elektronicznej (co się zresztą potwierdza w tym zestawieniu). Nie twierdzę, że każdy „didżej” jest w stanie popełnić udany OST. Jednak Ci, którym nieobca jest klasyka, mają sporą szansę zrobić to lepiej od tradycyjnych kompozytorów. W każdym razie jak dla mnie im szersze spektrum dźwięku, tym lepiej, a fuzje zawsze na propsie. Klimatyczny, nieco złowieszczy score do „Bridgend” to połączenie (bezbłędnie zgranych z obrazem) elektronicznych bitów z nastrojową muzyką chwilami przypominającą przejmujący score Harry’ego Escotta do „Wstydu”. Wieka szkoda, że da się go posłuchać wyłącznie oglądając film lub trailer. [Spotify]

9. „Przegrani” („Каръци” | „Karatsi”) (2015), kompozytor: Kiril Donchev + VA – bardzo żałuję, że nie wiem, kto skomponował muzykę wykonywaną przez filmowy band Kislorod. Kirył Donczew, rocznik 1936, raczej niekoniecznie;) Jego działką jest zresztą jazz. Na ścieżkę dźwiękową tego filmu składają się kompozycje jazzowe, utwory muzyki alternatywnej i uroczy, żywiołowy rock. Ponownie szkoda, że można się tym cieszyć jedynie w trakcie seansu. W zwiastunie (którego właściwie nie powinniście oglądać, bo nie jest reprezentatywny) nie słychać za wiele.


Czytaj dalej

Reklamy

2 Komentarze

Filed under Film, Muzyka

Ursynalia 2012

Warszawa, Kampus SGGW, 01-03.06.2012 (Piątek/Sobota/Niedziela)

Lineup jeszcze lepszy niż w zeszłym roku, termin fajniejszy, bo weekendowy, doświadczenie lat ubiegłych powinno zrobić swoje (z tym akurat różnie było). Rok wyczekiwania. I co? I wszystko szlag trafił przez pogodę. Impreza się oczywiście odbyła, a błota było mniej niż się spodziewałam, ale ponura prawda o mnie jest taka, że się zestarzałam. I niestety, gdy jest jednocześnie zimno, wietrznie i mokro (deszcz jest fajny, gdy jest ciepło; przy niskich temperaturach zimno wchodzi w kości), nie umiem się już bawić tak dobrze jak wówczas, gdy pogoda daje radę.

Dzień 1 (1 czerwca 2012, Piątek)

W związku z intensywnym piątkowym opadem pierwszego dnia Ursynaliów zdecydowałam się pojechać tylko na Slayera i Limp Bizkit. Wychodząc z domu, miałam prawie godzinny zapas czasu. Niestety, dzięki korkom w Alejach cały zmarnowałam w trakcie dojazdu. Na miejscu byłam na tyle późno, że utknąwszy w kolejce do opasek, a potem w kolejce do wejścia (mimo utrudnień w dojeździe na imprezę jakoś mi się udało pozostać kwiatem lotosu, za to na miejscu, gdy każdy palący materializował się akurat przy moim ramieniu, a wszyscy wędrujący przechodzili akurat przede mną lub za mną, szlag mnie lekki trafił), pierwszych 20 minut występu Slayera zmuszona byłam wysłuchać zza ogrodzenia (a co za tym idzie, ominął mnie widok wall of death na „War Ensemble” :( ), a reszty koncertu z boku sceny i sama, bo o odszukaniu znajomych nie było już mowy.

Czytaj dalej

2 Komentarze

Filed under Muzyka

I Salute You IAMX

Warszawa, Stodoła, 16.04.2011 (Sobota)

Główny zrąb tej recenzji był gotowy tydzień temu. Niestety, jako że poległam w starciu z pyłkami brzozy, topoli i jesionu (mówiąc oględnie, źle się czułam), całość publikuję dopiero dzisiaj. Plus jest taki, że w międzyczasie notka została przeredagowana i odpowiednio podlinkowana.

To był mój pierwszy koncert IAMX w życiu i pierwszy gig w tym roku, także czekałam na ten występ z utęsknieniem. Kosmiczna kolejka do szatni nieco ostudziła mój zapał (mam problem z ustaniem 10 minut na przystanku autobusowym więc 40 minut w ścisku nieźle mi dopiekło), lecz czymże są niedogodności wobec perspektywy muzycznej uczty?

Pierwsze 3 kwadranse eventu należały do supportującego IAMX duetu Noblesse Oblige i dość oryginalnej mieszanki disco, electro, rocka i muzyki plemiennej. Mocno nadpobudliwa wokalistka o zacięciu perkusyjnym biegała po scenie w cyrkowym półnegliżu i odstawiała taniec płodności. Z kolei wymoczkowaty, wystylizowany na piątego Beatlesa gitarzysta dla kontrastu podrygiwał w miejscu. Gdy śpiewał „I’ll bite you”, nie wierzyłam mu ani trochę, ale kiedy dorwał się do perkusji i zaczął pałować (bębny) niczym służby prewencji po meczu Wisła : Cracovia, jego notowania wzrosły. Kto wie, może jeszcze będzie z niego mężczyzna. Nie był to najgorszy support, na jakim byłam (w tym sensie, że naprawdę trafiały się gorsze), ale nie wpadnę w czarną rozpacz, jeśli więcej ich nie zobaczę. Biorąc pod uwagę, ile razy w trakcie tego performance’u  Ł.L. zerkał na zegarek, wnioskuję, że jego świat się nie zawali, jeśli więcej ich nie usłyszy. ;)

Czytaj dalej

2 Komentarze

Filed under Muzyka

Gojira miażdży. Gojira is LOVE!

Warszawa, Stodoła, 25.08.2010 (Środa)

To był chyba najlepszy koncert, na jakim kiedykolwiek byłam. Power z jakim wyszli, brzmienie, energia na scenie, kontakt z publicznością, wszystko! Duże wrażenie zrobiły też słowa wsparcia dla zmagającego się z ciężką chorobą Nergala. Brak mi słów, żeby wyrazić jak genialnie Gojira wypada na żywo. Zagrali mniej więcej to samo, co na innych koncertach z tej trasy. Oto cała setlista. Szkoda, że nie przyszło więcej ludzi, ale zespół i tak był zadowolony. Joe nam powiedział, że gdy zobaczył salę koncertową Stodoły, to zastanawiał się, jakim cudem organizator zdoła ją wypełnić. Muzycy byli zachwyceni tym, że podczas ich pierwszego koncertu w Polsce ludzie tak gorąco ich przyjęli. To fakt, publika śpiewała oraz skandowała głośno i od serca. Pełna interakcja. Gojira szykuje nową płytę. Obiecali nam, że przyjadą za rok. Przy podpisywaniu płyt Joe był wzruszony, że są nadal fani, którzy kupują kompakty.

Owszem, wyszli do nas. Byłam zaskoczona, że tylko kilkanaście osób zostało, żeby się z nimi spotkać (choć wiem, że niektórzy śpieszyli się na pociąg), a do końca ostało się coś koło 10 fanów. Tym bardziej mnie to dziwi, że muzycy wyszli dość szybko (nie to co Apocalyptica, która w kwietniu 2009 roku przetrzymała nas do 1 w nocy), maksymalnie 30 min. po secie. Najpierw Mario (tuż po koncercie jako jedyny zszedł pod scenę, żeby przybić piątkę z fanami i przed Stodołę też się pofatygował jako pierwszy; fantastyczny perkusista i bardzo fajny człowiek) i Christian (totalny luzak, bardzo sympatyczny, możecie mieć pewność, że zawsze Wam odpowie „diabełkiem” na „diabełka”, choćby zza kulis czy przez okno). Można było zrobić sobie z nimi zdjęcie, podpisywali bilety, plakaty, płyty, słuchali naszych zachwytów, rozmawiali, a odchodząc obiecali poprosić pozostałych, żeby też wyszli. Jean-Michel był w tym czasie w samym ręczniku, a Joe z kimś rozmawiał (widzieliśmy ich przez okno), ale nasze zaczepki w końcu przyniosły pożądany efekt.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under Muzyka