Category Archives: Literatura

O książkach.

Książka: Elementarz stylu

Tytuł oryginalny: „Elementarz stylu”
Autor: Katarzyna Tusk
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2015
Ukończona: 20 maja 2018
Moja ocena: 8/10 (4/5)

Jeśli czytanie książek „modowych” minimalistek czegoś mnie nauczyło, to przede wszystkim tego, że warto kupować książki tylko tych osób, które lubi się czytać i/lub których styl się ceni (niekoniecznie musi to być nasz styl, ale musi się podobać). Jeśli o mnie chodzi, Kasia Tusk wyjątkowo spełnia oba te kryteria. „Elementarz stylu” to jedna z nielicznych książek spośród tych wydanych w Polsce w XXI wieku, które warto kupić już choćby ze względu na to, jak jest wydana (no to jest po prostu bajka! prosta, ładna, płócienna twarda okładka z wytłoczonym tytułem i gustownym rysunkiem, ciężki, dobrej jakości papier, najwyższej jakości zdjęcia, elegancka typografia. bardzo podobają mi się te wyraźne oddechy między akapitami, a jednocześnie drobna czcionka. nie ma tu tego modnego ostatnio zwiększania objętości poprzez maksymalizowanie czcionki i wszystkich możliwych odstępów). Choćby po to, by na nią patrzeć. Ale treść też zgłębić warto. Jest tu miejsce na ciekawostki i anegdoty, dużo konkretnych rad i przykładów, a także przepiękne poglądowe zdjęcia. Kasia ma dobre pióro, nie leje wody, nie powtarza w kółko tego samego. Nie wymaga też, żeby czytelnicy przyjęli jej punkt widzenia. Jedna uwaga: To nie jest poradnik „Jak znaleźć swój styl”, lecz wielopoziomowe rozważania na temat elegancji i stylu. Stylu w ogóle, ale przede wszystkim (eleganckiego) stylu autorki. Trudno wymagać od Kasi, żeby pisała o czymś, co jej się nie podoba, podsuwając ludziom pomysły utrzymane w stylistykach, których nie czuje. Jeśli elegancja nie jest wyborem dla Was i nie jesteście w stanie zaadaptować jej do swoich potrzeb, musicie poszukać inspiracji gdzie indziej.

 

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Literatura

Książka: Bramy Światłości. Tom 2

Tytuł oryginalny: „Bramy Światłości. Tom 2”
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2018
Cykl: Zastępy Anielskie (tom 6)
Ukończona: 31 marca 2018
Moja ocena: 6/10 (3/5)

Zapewne nie tylko ja założyłam, że będą jedynie 2 tomy „Bram Światłości”, i pewnie nie tylko ja żałuję teraz, że zainwestowałam w papier. Nie są to może szczególnie złe książki, ale stanowczo nie jest to poziom literatury, który chciałabym przechowywać na fizycznej półce czy do niego wracać. Tym bardziej do tego tomu. Nie wnoszącego prawie nic do opowieści (poza głębią Głębi), na siłę rozmnażającego strony i mocno przechodzonego. Również dosłownie, bo bohaterowie nadal głównie idą. A gdy nie idą, człowiek się modli, żeby znów zaczęli (albo jeszcze lepiej – zginęli. co się będziemy certolić). Bo gdy stoją, dzieją się takie rzeczy jak między 75 a 77 stroną – kiedy to Abaddon użala się nad sobą w kilkunastu niemal identycznych akapitach (ta sama treść, multum wyrazów bliskoznacznych). Cała ta książka to festiwal jojczenia i powtórzeń. Nie tylko w wykonaniu Daimona Freya, choć to on jest tu najsłabszym ogniwem (starość jest straszna!). Chciałabym móc powiedzieć, że jeśli już błąkać się po Zaświatach, to tylko z ciemną stroną Mocy, ale – o zgrozo! – też nie bardzo. Najlepiej byłoby móc się zabarykadować w Piekle i spędzić czas na podglądaniu prób wywiedzenia w pole Kongregacji Kary, Kaźni i Wiecznej Miłości i bardzo polskiego fetowania porażek. Naprawdę szkoda, że zamiast rozwinąć te mroczne wątki, Maja Lidia Kossakowska uparła się iść w tę kolorową, lecz nudną i nikomu niepotrzebną wyprawę.

Dodaj komentarz

Filed under Literatura

Książka: Mikrotyki

Tytuł oryginalny: „Mikrotyki”
Autor: Paweł Sołtys (vel Pablopavo)
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2017
Ukończona: 15 marca 2018
Moja ocena: 10/10 (5/5)

„I w tym zmęczeniu, w tym zbiciu mięśniowo-myślowym, kiedy, zdaje się, nie ma czasu na nic, nie ma myśli, właśnie wtedy mi się ciocia Stefania zwidywała. Taka, jaką ją znałem w osiemdziesiątych i później, ale też taka, o jakiej mi opowiadano, jaką siebie sama opowiadała, sześcioletnia, czołgająca się przez niemiecko-rosyjską granicę, bo znowu nie ma tego kraju – Polski – więc trzeba się czołgać, bo po drugiej stronie może nie zabiją albo zabiją mniej”.

Tak trochę David Foster Wallace (zwłaszcza w temacie wariatów), tyle że 100 razy lepszy. Ulepiony z fajnieszych historii i słów, pozbawiony manii wielkości, konkretniejszy.

Już na etapie pierwszego opowiadania („Znałem faceta”) dotarło do mnie, że gdybym chciała wypisać z „Mikrotyków” wszystkie dobre teksty, musiałabym przepisać całą książkę. Ostatecznie wynotowałam ze 30. A do reszty po prostu będę wracać. Tak jak do własnych wspomnień, które choć całkiem inne, są jakoś dziwnie podobne. Zwłaszcza w emocjach i detalach. I nie przeszkadza mi nawet to, że po początkowym trzęsieniu ziemi napięcie stopniowo spada. Spada, bo tak już ma. Jak to w życiu. Co oczywiście nie przeszkadza mu nagle się odwinąć i przywalić człowiekowi w bebechy (jak wtedy, gdy „ręce przychodzą rano, za późno, na zimne już. na nic”).

Dodaj komentarz

Filed under Literatura

Książka: Okruchy dnia

Tytuł oryginalny: „The Remains of the Day”
Autor: Kazuo Ishiguro
Tłumaczenie: Jan Rybicki
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania : 2017 (wyd. 4)
Oryginalny rok wydania: 1989
Ukończona: 28 lutego 2018
Moja ocena: 7/10 (4/5)

Powieść napisana w formie luźnych wspomnień (bardzo wnikliwych zawodowych i skrzętnie tłumionych prywatnych) angielskiego kamerdynera starej szkoły, z typowymi dla takiej osoby dobrymi manierami, rezerwą i humorem, a więc przeważnie brakiem humoru (choć antyhumor ten potrafi być zabawny sam w sobie:). W tle zakulisowa polityka brytyjsko-niemiecka okresu międzywojnia (zwłaszcza moje ulubione „nastroje”). A wszystko to nieskazitelnie wysłowione, pełne dystynkcji i – tak ważnej dla głównego bohatera – „godności”, pod którą Stevens starannie zamiata wszelkie emocje. Na szczęście nie całkiem skutecznie. Choć dość, by wzbudzić mój podziw.

Dodaj komentarz

Filed under Literatura

Książka: Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Tytuł oryginalny: „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”
Autor: Marcin Wicha
Wydawnictwo: Karakter
Rok wydania: 2017
Ukończona: 19 stycznia 2018
Moja ocena: 9/10 (5/5)

„Matka pisała długopisem. Ojciec wiecznym piórem. Absurdalne nazwy – myślę, porządkując papiery. Nic nie trwa wiecznie. Ani nawet długo”.

Chwilami magazyn Książki. Choć przede wszystkim pamiętnik. Epitafium matki autora, starannie ułożone z przedmiotów, które były dla niej ważne i zwyczajów, które kultywowała. Każdy chciałby mieć taką pamiątkę po najbliższych. Wielu nie pogardziłoby takim (nienapuszonym) pomnikiem. Teraz już wiem, jak to się stało, że Marcin Wicha tak fenomenalnie pisze. To oczywiście talent, ale też pokłosie dorastania pod wpływem takich, a nie innych rodziców. W swoim gatunku „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” to dzieło skończone. Pełne czułości ukrytej między słowami.

Dodaj komentarz

Filed under Literatura

Książka: Śpiące królewny

Tytuł oryginalny: „Sleeping beauties”
Autor: Stephen King, Owen King
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Ukończona: 18 stycznia 2018
Moja ocena: 9/10 (5/5)

I tak nie przestanę hołubić ciem i nie opamiętam się w spaniu! ;)

„Więzienie ma niewiele zalet, ale takiej dziewczynie jak Ree może bezpieczniej się żyje za kratami. Tam, w świecie zewnętrznym, pewnie weszłaby pod koła samochodu. Albo sprzedałaby dragi tajniakowi, który pod każdym względem wygląda jak tajniak. Co też zrobiła”.

Już na etapie tego cytatu (jednego z początkowych) wiedziałam, że to będzie sztos. Stary dobry King – kwieciście oszczędny i zawsze utrafiający w sedno. W dodatku w znakomitym tłumaczeniu Tomasza Wilusza, który świetnie czuje styl Stephena, namiętnie operuje soczystym słownictwem pokroju „rozchwierutane” i „smyrgać” i ma smykałkę do gier słownych. Pycha.

„Śpiące królewny” to King z najlepszych czasów (już nawet nie marzyłam). W dodatku King snujący moje ukochane survivalowe postapo (miód na serce katastrofistki). Nie wiem, ile jest w tej książce z Owena Kinga (poza pomysłem). Ponoć są tacy, którzy potrafią to wychwycić. Ja nie umiem i nie potrzebuję. Efekt końcowy – tak świat opisany (wtórny, nie wtórny, wciągnął mnie bez reszty), jak i jego opisanie (bardzo plastyczna wizja) – jest doskonały. Nieważne, czyja to zasługa. End of story. Jeśli mogę Kingom coś zarzucić, to chyba tylko fakt, iż trochę za szybko wyszli z końcówki (gdy tak cierpliwie coś budujesz i rozciągasz, troszkę zgrzyta, gdy nagle wrzucasz piąty bieg i gładko wszystko rozplątujesz). Choć może to tylko złudzenie wywołane (dużym) żalem, że mi się lektura skończyła. Czytając „Śpiące”, dość szybko zapragnęłam odpalić „Orange Is the New Black” i pewnie tak (na pocieszenie) zrobię.

Dodaj komentarz

Filed under Literatura

Książka: Trylogia tatrzańska

Tytuł oryginalny: „Trylogia tatrzańska”
Autor: Wawrzyniec Żuławski
Wydawnictwo: Sklep Podróżnika
Rok wydania: 2015 (Wyd. 3)
Oryginalny rok wydania: 2012 (SzSŚ: 1954, TT: 1956, SL: 1957).
Ukończona: 22 kwietnia 2017
Moja ocena: 10/10 (5/5)

Tak naprawdę są to trzy książki (trzy zbiory opowieści), ale nieprzypadkowo zebrane w jedną całość i bardzo słusznie zebrane, gdyż razem tworzą wyjątkowe, przekrojowe dzieło – jedną z najlepszych książek o tematyce górskiej, w tym chyba najlepszą tatrzańską. Literaturę, która nic się nie zestarzała. Ani jej treść, ani, o dziwo, język. I która wciąż może ludzi dużo nauczyć. Największe wrażenie robią oczywiście pasjonujące i przejmujące „Tragedie tatrzańskie” – idealnie wpasowane pomiędzy doskonale wprowadzające w temat i zaostrzające apetyt „Sygnały ze skalnych ścian” a tchnące młodzieńczym zapałem i miłością do wspinaczki „Skalne lato” (dzieła Żuławskiego są ułożone chronologicznie – w kolejności ich napisania – i opatrzone bezcennymi przypisami redakcyjnymi). Ano. Miejmy się na baczności, bądźmy przygotowani, nie wstydźmy się bać, ale nie bójmy się też cieszyć magią gór i górami napawać, kochajmy, po prostu z głową, a jednocześnie ze świadomością, że wypadki się zdarzają i czasem nie da się ich uniknąć. Jak to w życiu. Myślę, że Żuławski byłby zadowolony z takiego – nasuwającego się w trakcie lektury – przesłania.

Uwaga na marginesie: Od niedawna książka jest dostępna także w wersji elektronicznej, ale mimo iż nie powala jakością zdjęć (co innego ich treścią. na przykład Giewont widziany z niezabudowanej jeszcze Krupowej Równi robi ogromne wrażenie), a ja decyduję się na papier już tylko w drodze wyjątku, w tym wypadku wciąż wybrałabym papier. Chociaż wcale nie wykluczam dodatkowego zaasekurowania się ebookiem. Do pewnych fragmentów na bank będę wracać.

Książkę można nabyć na stronie internetowej i w sklepach stacjonarnych wydawcy.

Wawrzyniec Żuławski

Dodaj komentarz

Filed under Literatura